W lutym 2007 podczas spotkania w Tulonie ówczesny kandydat na prezydenta Francji zaproponował utworzenie Unii złożonej wyłącznie z krajów basenu Morza Śródziemnego. Miała ona zastąpić proces barceloński, który przez 12 lat swego istnienia okazał się mało skuteczny.

Sarkozy chciał w ten sposób osiągnąć trzy cele. Pierwszym, najbliższym, było zdobycie głosów Francuzów pochodzących z krajów Maghrebu i Bliskiego Wschodu. Zapowiedź wielkich planów rozwoju dla południowego wybrzeża Morza Śródziemnego miała się do tego przyczynić.

Drugim, bardziej długofalowym, miało być przywrócenie hegemonii Francji w tym regionie. O trzecim celu głośno się nie mówiło, było nim utarcie nosa Turcji, której pełnemu członkostwu w Unii Europejskiej Francja jest od dawna przeciwna.

Projekt od pierwszej chwili spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem Włoch i Hiszpanii i chociaż później przybrał zupełnie inną postać, to zrealizowany został dzięki poparciu Niemiec, które, mimo iż same dostępu do Morza Śródziemnego nie mają, to ze względu na swoje interesy gospodarcze są bardzo zaangażowane w sprawy tego regionu. Jak to ujęła Angela Merkel proces barceloński „potrzebował jedynie rewitalizacji”. Kiedy Barcelona została wyznaczona na siedzibę stałego sekretariatu Unii Śródziemnomorskiej, Hiszpania nie miała już problemów z jej zaakceptowaniem.

Przekształcenie oznaczało w pierwszej kolejności utworzenie sekretariatu generalnego oraz pięciu podsekretariatów, z których jeden ma siedzibę w Izraelu, drugi w Palestynie. Byłoby to niemożliwe w poprzedniej fazie procesu, ponieważ kraje arabskie nie chciały się zgodzić, aby Izrael zajmował tu jedną z kluczowych pozycji. Najważniejszym celem organizacji jest współpraca przy tworzeniu i realizacji konkretnych projektów.

Jednym z priorytetów jest zmniejszenie zanieczyszczenia w regionie Morza Śródziemnego, który [każdego roku] odwiedza 200 milionów przyjezdnych, a turystyka odgrywa bardzo ważną rolę w jego gospodarce. Kolejną istotną sprawą jest zbudowanie wspólnej polityki na wypadek wielkich katastrof, zarówno naturalnych, jak i tych spowodowanych przez człowieka.

Zamiarem Unii jest też opracowanie planu wykorzystania energii słonecznej oraz poprawy transportu lądowego i morskiego. 17 czerwca w Berlinie, podczas międzynarodowej konferencji poświęconej ocenie pierwszego roku działania Unii Śródziemnomorskiej niemiecki minister stanu ds. europejskich Günter Gloser nakreślił najważniejsze cele, jakie stawia sobie jego kraj. Będą to ograniczenie nielegalnej imigracji [do Unii Europejskiej] z tych krajów regionu, gdzie rośnie stopa bezrobocia wśród młodych ludzi, oraz promowanie pozyskiwania energii z baterii słonecznych tak, aby z krajów Maghrebu importować ją do Niemiec. (Jeśli chodzi o potrzebną do tego technologię, to Niemcy już teraz są liderami, na równi z Hiszpanią).

Z południowego wybrzeża Morza Śródziemnego rzecz wygląda zupełnie inaczej. Do prawdziwej współpracy potrzeba zmiany europejskiej polityki rolnej, tak aby umożliwić południowym krajom śródziemnomorskim eksport produktów rolnych na Północ, zniesienia surowych ograniczeń przy wydawaniu wiz dla młodych ludzi, chcących studiować w Europie, wreszcie utworzenie banku euro-śródziemnomorskiego, który finansowałby wielkie projekty, będące dotychczas jedynie w sferze planów. Tylko to, i wiele innych działań, przyczyniłoby się do rozwoju regionu.

Nicolas Sarkozy przypisywał winę za porażkę procesu barcelońskiego temu, że Unia Europejska skoncentrowała swoją uwagę na sprawach Wschodu. Ale to przecież nie wszystko, na drodze tego procesu stał konflikt między Izraelem a Palestyną, który wcześniej go hamował, a teraz zupełnie sparaliżował jego nową wersję. Nie spełniły się też oczekiwania tych, którzy nawoływali, aby realizować konkretne projekty – nie czekając na polityczne rozwiązanie, do którego wciąż daleko – gdyż rozwój społeczny i ekonomiczny najlepiej przysłużyłby się procesowi pokojowemu.

Poza ogólnym konfliktem arabsko-izrealskim są też inne, wewnętrzne tarcia, takie jak spór między Marokiem i Algierią dotyczący Sahary Zachodniej, który uniemożliwia budowę wielkiej autostrady mającej połączyć kraje Maghrebu, czy też stanowisko Libii, która uważa współpracę z Europą za powrót do kolonializmu.

Tak więc w najbliższych latach nie widać możliwości skutecznej współpracy między dwoma wybrzeżami Morza Śródziemnego – między którymi różnica przychodów wynosi 1 do 10 i jest być może największa na świecie – a to nie pozwala nam optymistycznie patrzeć w przyszłość.