O świecie włoskich i europejskich komiksów nie da się zbyt wiele powiedzieć, nie wspominając o Gianluce Costantinie (37 lat). Jego twórczość oraz pismo, którym kieruje jest w centrum tego, co określa mianem komiksowego undergroundu.

Spotykam go w Rawennie, w jego redakcji, rozmawiamy w bibliotece-galerii stowarzyszenia Mirada, gdzie nasz gospodarz osobiście sprawuje rządy. Wybrałem się tam ze znajomym komiksiarzem Andreą Zolim. Chcemy się przede wszystkim dowiedzieć, czym właściwie jest underground – twórczość podziemna. Czy jest to terytorium należące do tych, którzy oddają się li tylko marzycielstwu. I czy do tego, by zrozumieć świat komiksu lub przynajmniej nim żyć, jest niezbędna rezygnacja ze wszelkich innych ideałów.

By coś z tego wszystkiego pojąć, musimy najpierw poznać samego Costantiniego. Pierwsze kroki w karierze rysownika robi w 1993 r., kiedy to publikuje w czasopismach o zasięgu krajowym. Zaczął od uzupełniających ilustracji i komiksów „Decorative”. To był okres totalnego „kryzysu wydawniczego”, a kryzys był bodźcem, „by skoczyć na główkę” w świat Sieci Web. Projekt „Inguine” był początkowo wymyślony tylko dla Sieci, jako „doskonałe narzędzie do rysowania, w końcu i tak się wiedziało, że kiedy witryna jest zmieniana wszystko trafia do kosza”.

Ale to właśnie Internet pozwolił Costantiniemu zaistnieć, z jego „Political Comics”, swego rodzaju komiksami-dziennikami, krótkimi historiami, które zdarzyły się w różnych zakątkach świata. I dać się poznać międzynarodowej publiczności. „Po dziesięciu latach dekoracyjnego komiksu, znudziłem się i zmieniłem całkowicie drogę i styl – opowiada – czego się zazwyczaj nie robi, jeśli ma się choć trochę zmysłu handlowego.

To był dla mnie również sposób, aby nauczyć się rzeczy, które miałem rysować, kiedy byłem zamknięty w gabinecie, a o świecie wiedziałem niewiele lub nic. Podobizny te przetrwały, czasem pojawiają się w Sieci, na plakatach, nawet za granicą, są też często wykorzystywane do zilustrowania cech mało wyrazistych osób. To był underground komiksów: nie było zleceniodawcy, była publiczność, która mogła z nich korzystać, nie było cenzury i praw autorskich”.

Być może ta radykalna zmiana i sukces, który z niej wynika, dał rysownikowi z Rawenny wolność potrzebną do kontynuowania eksperymentów. Był niespokojny i to odróżniało go od części undegrundu. „Robić coś innego, całkowicie różnego, czego nikt nigdy nie robił. Jeśli chcesz wyjść poza kanony, musisz złamać pewne reguły. Nie powinno być tak, że znajdujesz swój styl i masz spokój do końca życia”.

Najbardziej interesujące jest wykorzystywanie za każdym razem innego „stylu”, choć nie można przy tym zapominać, że „technika jest najważniejsza. Trzeba wiele praktyki, podobnie jak to robili malarze w piętnastym wieku. Rysuję osiem godzin dziennie od piętnastego roku życia”. Ale underground nie jest ograniczony tylko do kwestii stylu, to także tematy, obrazy, pomysły redakcyjne.

W latach siedemdziesiątych, na przykład, głównym tematem undergroundu był seks, ponieważ była to wtedy jedyna rzecz, która mogła szokować. Teraz jest więcej polityki. Doskonałym magazynem jest „World War 3”, komiks stworzony w Nowym Jorku przez ludzi od polityki. Takich jak np. Peter Kuper, oni używają rysunku, by w prosty i mocny sposób pokazać swoje poglądy” – wyjaśnia Constantini.

Jednak nadal jest bardzo trudno zrozumieć granice undergroundu, tych rysowników, którzy go nie zdradzili dla prozaicznej przyczyny – pieniędzy – można policzyć na palcach jednej ręki. Będą to między innymi graficiarz Blue albo komiksiarze Max Andersson i Robert Crumb. Smutną prawdą jest, że poza kilkoma wyjątkami, „tylko ci, którzy tworzą dla szerszej publiczności, mogą z tego wyżyć”.

Działania Costantiniego na tym się nie kończą, jest doskonałym organizatorem imprez kulturalnych – wystaw, spotkań, debat. Ale przede wszystkim festiwalu Komikazen (wymyślonego wraz z Stamboulis), dzięki któremu udało sie gościć we Włoszech takich autorów jak Joe Sacco, Marjane Satrapi i Zograf. Wystawy, które powstają na festiwalu, są następnie przedstawiane w całej Europie, tylko tak można poznać, to co dzieje się na naszym kontynencie pod powierzchnią świata komiksu.

Costantini uważa, że jednym z najbardziej interesujących liczących się miejsc jest była Jugosławia: „istnieją tam niesamowici rysownicy, opowiadają i przedstawiają, co chcą – nie ma niczego podobnego – do rodzącego się tam undergroundu”. Są całkowicie szaleni i szczęśliwi. We Francji, pomimo że to tam jest największy na świecie rynek komiksów, nie ma tego rodzaju ciekawych rzeczy”.

Następnie pytamy o europejskiego twórcę do odkrycia, po kilku sekundach oczekiwania pada tylko jedno nazwisko – Hiszpan Raul. Stworzył tylko trzy książki-komiksy, a teraz już tylko ilustruje gazety codzienne. „Nie ma nawet własnej strony internetowej”. Trzeba więc będzie zacząć szukać jego hiszpańskich książek.

Mattia Bergamini – Tłumaczenie : Wioletta Miśko