Fot. Presseurop, G Tobias

Europa: muzeum czy laboratorium?

Gdy, o ile w ogóle, dojdzie do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, Unia Europejska będzie w końcu miała narzędzia do realizacji swoich politycznych i gospodarczych celów. Chcąc jednak konkurować z potęgami Wschodu, musi zewrzeć szyki i połączyć siły, pisze redaktor naczelny Foreign Policy Moisés Naím.

Opublikowano w dniu 8 października 2009 o 14:51
Fot. Presseurop, G Tobias

Nikt, rzecz jasna, nie poddaje takiego pytania pod referendum w krajach europejskich. Ale to na nie właśnie usiłują sobie dziś odpowiedzieć Europejczycy. Potrzebujemy gwarancji, że w swoich relacjach z resztą świata Unia Europejska będzie mówić jednym głosem. Czy najważniejszą siłą napędową Starego Kontynentu będzie jego kultura i tradycja? Czy też będzie nią raczej umiejętność wymyślania nowych form rządzenia, wewnętrznej integracji i zacieśniania więzi z resztą świata? Czy w przyszłości losy Europy będą zależały od jej muzeów, zespołów muzycznych i restauracji, czy też od jej fabryk, laboratoriów i uniwersytetów?

To oczywiście karykaturalne uproszczenie dylematów i możliwości, wobec których stoi dziś Europa. Zawsze będzie ona potęgą kulturową i zawsze będzie miała silne ośrodki naukowe, przemysłowe i wojskowe. Ta karykatura, jak każda inna, uwypukla dwie odmienne wersje przyszłości tej części świata, dwu kontrastujących ze sobą wizji – Europy-muzeum i Europy-laboratorium.

Traktat zwiększa transparentność

To drugie określenie nie odnosi się jedynie do działalności naukowej, ale również do gotowości eksperymentowania z nowymi formami rządów, nowymi instytucjami, kierunkami polityki i regułami postępowania. Właśnie tego dotyczyło niedawne głosowanie w Irlandii. Za pierwszym razem – w ubiegłym roku – Irlandczycy powiedzieli „nie”. Teraz – „tak”. Ca jednak oznacza owo „tak”? To, by Europa miała stałego przywódcę, zamiast, tak jak dotąd, zmieniającą się co sześć miesięcy prezydencję, sprawowaną kolejno przez szefów wszystkich 27 krajów członkowskich.

Newsletter w języku polskim

Nowy prezydent sprawowałby władzę przez dwa i pół roku i mógłby zostać wybrany na kolejną kadencję. Silnymi kandydatami na to stanowisko są Felipe González i Tony Blair. Irlandczycy opowiedzieli się również za bardziej sprawiedliwym systemem głosowania przy podejmowaniu wspólnych decyzji, za tym, aby każdy kraj członkowski miał swojego przedstawiciela w Komisji Europejskiej, aby usprawnić funkcjonowanie Parlamentu Europejskiego, aby ten, kto będzie w przyszłości reprezentował Europę na świecie, miał silniejszy mandat i większy autorytet oraz za kilkoma innymi zmianami idącymi w tym samym kierunku, by Unia funkcjonowała sprawniej i bardziej przejrzyście. Wiele z nich to mało porywające reformy systemu biurokratycznego, trudne do zrozumienia i do wytłumaczenia. Dlatego irlandzcy przeciwnicy zmian swoją negatywną kampanię oparli raczej na argumentach mówiących, że „tak” to wyrażenie zgody na obniżenie minimalnych płac, legalizację aborcji, wysyłanie irlandzkich żołnierzy do Afganistanu i wiele innych okropności, które kryje w sobietraktat lizboński.

Demograficzne wyzwania Europy

Wynik głosowania bierze się nie tyle z entuzjastycznego poparcia dla proponowanych zmian instytucjonalnych, co z przekonania, że dla Irlandii bardziej korzystne będzie większe zjednoczenie z Europą, a dla Europy dalsza, bardziej intensywna, integracja. Referendum nie kończy procesu przyjmowania traktatu lizbońskiego. Trzeba jeszcze, aby ratyfikowała go Polska i aby nieskuteczna się okazała strategia zwlekania prowadzona przez prezydenta Czech, Vaclava Klausa. Jeśli jednak traktat zostanie przyjęty, Europa już w 2010 r. będzie miała nowy system instytucjonalny. Te wszystkie innowacje nie będą politycznym przełomem na miarę odkrycia lekarstwa na raka ani magicznym zaklęciem, które rozwiązałoby najpoważniejsze problemy strukturalne, z jakimi musi się zmierzyć Unia. Będzie to jednak istotny krok naprzód, po zrobieniu którego będzie można lepiej poradzić sobie z tym, co przyniesie przyszłości. A będą to bezprecedensowe wyzwania.

Historyk i laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomiiRobert Fogel szacuje, że w 2000 r. ludność Europy stanowiła 6 procent populacji świata, a jej wkład w gospodarkę światową wynosił 20 procent. W tym samym czasie w Chinach i w Indiach żyło 38 procent mieszkańców globu, a gospodarki obydwu tych krajów razem wzięte, miały 16 procentowy wkład w globalną gospodarkę. Przewidywania noblisty wyglądają w ten sposób – w 2040 r. ludność Europy będzie stanowiła zaledwie 4 procent światowej populacji, a jej wkład w światową produkcję gospodarczą spadnie do 5 procent. Natomiast łączna liczba ludności Chin i Indii wzrośnie do 34 procent ogółu mieszkańców Ziemi, zaś wkład obu krajów w światową gospodarkę zwiększy się do 52 procent. Patrząc z tej perspektywy widzimy, że Europa bezwzględnie musi być zjednoczona, skuteczna i elastyczna w swoich kontaktach z resztą świata. I to wcale nie będzie największy z jej problemów.

REFORMY

Syndrom Bizancjum

„Już od dziesięciu lat Europa dyskutuje na temat swoich zasad, wymyślając długie korowody procedur i instytucji”, zamiast „spożytkować tę energię na wprowadzenie głębszej harmonizacji podatkowej, zbudowanie wspólnego rynku energetycznego, walkę z ociepleniem klimatu, poprawienie własnej konkurencyjności czy nadzoru finansowego”,komentuje Xavier Vidal-Folch na łamach El País. Prawo weta zastosowane przez Irlandię w sprawie przyjęcia traktatu lizbońskiego może uczynić z UE nowe „Bizancjum”. Może być ona odtąd narażona na szantaż ze strony rządów narodowych, czemu sprzyja reguła jednomyślności, za którą pójść może „apoteoza paraliżu”.

Według dziennikarza jedynym wyjściem byłoby udzielenie „twardej odpowiedzi” i stworzenie „sprawnej władzy politycznej”, gdyż nadchodzą już „nowi Osmanowie” – w postaci nowych azjatyckich potęg. Podczas gdy „Bizantyjczycy zabawiali się, dyskutując o płci aniołów, Osmanowie pożarli ich w mgnieniu oka”. Pozycja europejskiej gospodarki jest zagrożona, bo „szantaż może wprawdzie nic nie kosztować jego sprawcę, ale cała UE zapłaci rachunek z tytułu nieosiągniętych zysków, utraty prestiżu międzynarodowego i wiarygodności na rynkach”, podkreśla autor komentarza.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat