Homo Economicus dochodzi do ściany

Prawdopodobne niepowodzenie szczytu klimatycznego w Kopenhadze jest efektem naszej niezdolności do narzucenia sobie pewnych ograniczeń. Oto dramatyczny apel brytyjskiego działacza na rzecz ochrony środowiska, George'a Monbiota.

Opublikowano w dniu 17 grudnia 2009 o 16:58
Fordy klasy SUV w montowni w Dearborn, Michigan, Stany Zjednoczone, 2006 (AFP)

Nadszedł moment, w którym musimy spojrzeć sobie prosto w oczy. Tu, wśród sterylnych korytarzy i nowoczesnych sal konferencyjnych, przebijając się przez nieskończenie długie, skomplikowane dokumenty i procedury, gatunek ludzki decyduje o swej przyszłości. To tu przywódcy świata zdecydują, czy pozostawić wszystko tak jak dotąd i zrobić z planety śmietnik, czy też całkowicie zmienić podejście człowieka do Ziemi.

Szczyt w Kopenhadze uświadamia nam całą tragedię naszego położenia. Jesteśmy najzdolniejszymi z małp, wyposażonymi przez naturę w pomysłowość i agresję, które pozwalają nam podporządkować sobie inne gatunki, zdobywać nowe ziemie, buntować się przeciwko ograniczeniom. Ale przesłanką do dyskusji podczas klimatycznego szczytu jest przekonanie, że wiek podbojów się skończył i nadszedł wiek przystosowania. Nie da się już żyć bez zakazów. W tym, co robimy, musimy być teraz rozsądni i brać pod uwagę dobro całej planety i wszystkich żywych stworzeń. Nie da się już żyć chwilą, nie myśląc o jutrze.

Nieaktualne podziały

To spotkanie w duńskiej stolicy nie dotyczy wyłącznie skutków zagrożenia nadmierną emisją gazów cieplarnianych. To przede wszystkim starcie dwóch punktów widzenia na świat. Przywódcy, którzy kontestują wynegocjowany wcześniej kształt porozumienia, rozumieją to aż za dobrze. W bogatych krajach, takich jak Stany Zjednoczone czy Australia, górę zaczynają brać egoiści, którzy uważają, że ich dobrym prawem jest obrona własnego dobrobytu kosztem innych. Nie chcą płacić podatków, chcą za to nosić broń. A ostatnia rzecz, dla której chcieliby się poświęcać, to ochrona środowiska. Wiedzą też, że swoją potęgę i rozwój ludzkość zawdzięcza paliwom kopalnym. Przez krótką, cudowną chwilę pozwoliły nam żyć w beztrosce.

Podziały na konserwatystów i liberałów czy też na reakcjonistów i postępowców nie są już aktualne. Dziś linia frontu przebiega pomiędzy zdobywcami a obrońcami; tymi, którzy wierzą, że można żyć bez żadnych rygorów, i tymi, którzy uważają, że musimy narzucić sobie pewną dyscyplinę. Zaciekłe spory, pomiędzy obrońcami przyrody i tymi, którzy nie wierzą w zmiany klimatyczne, jakich świadkami byliśmy dotychczas, to dopiero początek. Wojna będzie naprawdę krwawa, kiedy ludzie zaczną się buntować przeciwko ograniczeniom, których wymaga przyzwoitość.

Zwodnicza wiara w magiczną formułę

Choć delegaci zaczynają zdawać sobie sprawę z ogromu spoczywającej na ich barkach odpowiedzialności, jestem przekonany, że nas zdradzą. Każdego kusi ostatnia przygoda. Mało kto jest w stanie zaakceptować życie wśród zakazów i nakazów, ale z myślą o przyszłości. Mówią sobie, że zawsze będzie jakieś wyjście. Wzrost gospodarczy to magiczna formuła. To on pozwoli nam na nierozwiązywanie najważniejszych problemów, od których zawsze możemy się wykupić. Kiedy gospodarka się rozwija, nie trzeba dbać o ubogich, bo bogacą się wszyscy.

Negocjatorzy na kopenhaskim szczycie wciąż nie traktują poważnie zmian klimatycznych. Jest jeszcze jedna wstydliwa kwestia, której się nie porusza ‒ dostępność zasobów. Kłócące się w Kopenhadze kraje mają z reguły dwie polityki dotyczące paliw kopalnych. Pierwsza jest dla konsumentów – mówi się nam, że powinniśmy jak najbardziej ograniczać zużycie. Druga dla koncernów naftowych i węglowych – przekonuje się je do maksymalizacji wydobycia.

Z artykułu opublikowanego w kwietniowym Nature wynika, że jeśli nie chcemy, by globalna temperatura podniosła się o więcej niż dwa stopnie, nie powinniśmy zużyć więcej niż 60 procent istniejących rezerw ropy naftowej, węgla i gazu ziemnego. Gdybyśmy zużywali jeszcze mniej, nie dopuścilibyśmy do wzrostu temperatury o ponad 1,5 stopnia. A to prowadzi do dwóch oczywistych wniosków: rządy muszą wspólnie ustalić, które z zasobów paliw kopalnych pozostawimy na razie w ziemi oraz wprowadzić światowe moratorium na poszukiwanie nowych złoży. W Kopenhadze żadna z tych propozycji nie była nawet poddana pod dyskusję.

Sondaż

Europa Środkowa nie boi się ocieplenia

Europa Środkowa, z wyjątkiem Węgrów, pozostaje obojętna na kwestię zmian klimatycznych, pisze czeski tygodnik Respekt. W świetle ostatnich badań Eurobarometru „jedynie 30 proc. Polaków sądzi, że klimat może stanowić problem. Słowacy boją się trochę bardziej (41 proc.), ale jest tak bez wątpienia dlatego, że nie mają u siebie Václava Klausa [czeskiego prezydenta będącego sceptykiem klimatycznym] i żyją obok Węgrów cierpiących coraz bardziej z powodu suszy, która pogarsza ich jesienne zbiory”. Odsetek tych ostatnich wyrażających obawy związane z klimatem (52 proc.) jest wyższy od średniej europejskiej (47 proc.).Europejczycy ze Wschodu bardziej przejmują się stanem gospodarki. 68 proc. Litwinów i 71 proc. Bułgarów obawia się „dużej światowej recesji”. Również Czesi (63 proc.) martwią się bardziej o pieniądze niż o klimat, choć ich sytuacja ekonomiczna jest znacznie mniej niepokojąca, zauważa Respekt. „Węgrzy mający powody do obaw są bardziej optymistyczni niż Czesi (obawy wyraża 48 proc. z nich). Słowacy są blisko Węgrów (47 proc.), zaś Polacy kpią sobie także ze światowego kryzysu (tylko 25 proc. z nich lęka się recesji)”.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat