Niewidzialni deputowani

Media rzadko interesują się Parlamentem Europejskim. Chyba że zdarzy się jakiś, z reguły drobny, skandal. Czyżby europarlamentarzyści nie mieli nic do powiedzenia?

Opublikowano w dniu 21 maja 2009 o 12:37

Za tak sławnymi parlamentami jak brytyjska Izba Gmin stoi wielowiekowa tradycja. Sytuacja Parlamentu Europejskiego (PE) jest inna. Utworzony przez polityków, stał się bezładnym zbiorowiskiem reprezentującym w sumie prawie pół miliarda mieszkańców Unii Europejskiej.

Jednakże nie jest to zwykły parlament, jak mówi Jean-Luc Dehaene, były premier Belgii, stojący na czele listy kandydatów chrześcijańskich demokratów Flandrii (CD&V) do tego zgromadzenia. „Parlament Europejski różni się trochę od innych sposobem pracy. Łatwiej nas chyba porównać do amerykańskiego Kongresu. Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy nieco mniej widoczni, ponieważ nie reprezentujemy tylko jednego państwa” – podkreśla.

„To kwestia czasu” – uważa Graham Watson, przewodniczący Porozumienia Liberałów i Demokratów w Parlamencie Europejskim. Możecie nas teraz porównywać do Konstytuanty, która zaczęła działać tuż po wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Jesteśmy w trakcie budowy kraju ‚Europa’ „.

Graham Watson obserwuje przemiany Parlamentu Europejskiego, od 15 lat, czyli od chwili, kiedy w nim zasiada (teraz bardzo chciałby zostać jego przewodniczącym). W 1994 roku 80 procent parlamentarzystów stanowili emeryci, którzy już zrobili karierę w polityce krajowej. Dzisiaj jest tam znacznie więcej osób, które naprawdę pragną, by się w nim coś działo. Od kiedy powołano go do życia, bardzo się rozwinął. „Dzisiaj jesteśmy w stanie realizować naprawdę ważne rzeczy. Jednakże tych ważnych rzeczy często nie widać spoza szczegółów. Wielu deputowanych zajmuje się problemami bardzo technicznymi, jak pakiet rozporządzeń w sprawie chemikaliów (Reach) lub emisje CO2 przez różne typy pojazdów. Często trudno dostrzec, że tutaj chodzi o wcale niebłahe sprawy mające bezpośredni związek z życiem i pracą obywateli” – mówi Watson.

Jean-Luc Dehaene rozumie, dlaczego jego koledzy angażują się w zagadnienia natury technicznej. Tylko bowiem ten, kto się na czymś rzeczywiście zna, może zostać rzecznikiem całego Parlamentu podczas rozmów z Komisją i państwami członkowskimi. To daje pozycję, bywa, że ważniejszą niż w parlamencie krajowym. Można wówczas negocjować prawie jak równy z równym z ministrem lub komisarzem.

Dorette Corbey (holenderska Partia Pracy, PvdA) jest zaangażowana właśnie w sprawy techniczne. Zajmuje się rozporządzeniami Reach, a także pakietem energia-klimat, to ona prowadziła negocjacje z Komisją Europejską i Radą Europy. Jak mówi, dzięki temu może mieć wpływ na rozporządzenia dotyczące paliw, a także na system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych oraz na kwestie energii odnawialnej.

W rezultacie pani Corbey nie widzi świata poza chemią i ekologią. „Nawet nie próbuję wytłumaczyć, co robimy. Pakiet Reach był strasznie techniczny. Ale to właśnie na tym polega:Jakich dokładnie dziedzin dotyczą rozporządzenia i jakich przedsiębiorstw. I czy na przykład doświadczenia na zwierzętach są rzeczywiście potrzebne dla zapewnienia bezpieczeństwa. Frustruje nas czasem fakt, że jesteśmy mniej widoczni niż członkowie Zgromadzenia Narodowego, ale mam świadomość, że mogłam coś ulepszyć” – mówi z dumą.

Przez to, że praca w Brukseli i w Strasburgu ma tyle wspólnego z techniką, debaty są mniej atrakcyjne, a to staje się problemem dla mediów – uświadamia sobie Dehaene. „I dlatego przestają się nami interesować. Gdybyśmy chcieli je przyciągnąć, musielibyśmy urządzić walkę bokserską między parlamentarzystami albo wpuścić jakiegoś golasa na mównicę” –śmieje się.

Przyznaje jednak, że i Parlament nie jest tu bez winy. „Nie mamy zdolności medialnych” – twierdzi belgijski polityk. Dehaene nie sądzi jednak, że prędko trzeba będzie się uciekać do wyłączania mówcom mikrofonu: „obecność ponad siedmiuset osób narzuca oczywiście konieczność pewnej dyscypliny. Trzeba więc wystrzegać się rozwlekłych debat”.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat