Aktualności Przemysł samochodowy a zmiana klimatu

Ostrzejsze normy, by sprostać celom

Unia nie sprosta celom obniżenia emisji ustalonym na rok 2025, jeśli nie weźmie się za ograniczanie zanieczyszczeń emitowanych przez samochody. Niektóre kraje naciskają na ambitniejsze cele, inne – w tym Niemcy – hamują ich zapędy.

Opublikowano w dniu 23 lipca 2015 o 08:43

Aby zmniejszyć uciążliwość motoryzacji dla środowiska i przeciwdziałać zmianom klimatu, UE powinna wyznaczyć na rok 2025 nowe ambitne cele dotyczące spalania nowych samochodów, twierdzą cztery kraje członkowskie. Ministrowie środowiska i transportu Holandii, Irlandii, Szwecji oraz Finlandii napisali do Komisji Europejskiej, sugerując, że nowe cele powinny zostać przyjęte w przyszłym roku. Miałyby one obowiązywać niezależnie od limitów emisyjnych ustalonych dla nowych samochodów na rok 2021 (nie więcej niż średnio 95g CO2 na km). Średnia w 2014 wyniosła 123.4g CO2 na km.

„Ambitne cele na rok 2025, wraz z szerokim pakietem rozwiązań w obszarze infrastruktury ładowania i uzupełniania paliwa, zachęcą do przejścia na napędy zeroemisyjne w samochodach osobowych”, głosi list czterech ministrów, do którego dotarł dziennik The Guardian. „Takie cele są niezbędne, by stymulować innowacje w zakresie rozwijania i ulepszania pojazdów z napędem elektrycznym, wodorowym i hybrydowym”.

Ponadpartyjna grupa 11 eurodeputowanych napisała z kolei do unijnego komisarza ds. klimatu i energii Miguela Ariasa Cañete, wzywając go do ogłoszenia nowych celów odnośnie zużycia paliwa w następnej dekadzie.
Szef koncernu Renault-Nissan Carlos Ghosn powiedział Guardianowi na początku lipca, że nie widzi szans na masową produkcję samochodów elektrycznych dopóty, dopóki Unia, USA i Chiny nie ujawnią swoich celów odnośnie norm zużycia paliwa w nowych samochodach w roku 2030.

Powyższe interwencje przygotowują grunt pod nową batalię regulacyjną, w której - jak się wydaje - Niemcy będą próbowały blokować przyjęcie ambitniejszych celów, stając w obronie producentów samochodów, takich jak BMW czy Daimler. Kiedy dwa lata temu debatowano nad surowszymi normami spalania, niemiecka kanclerz Angela Merkel zagrała va banque zmuszając najpierw partnerów do zamrożenia norm, a później nawet do ich złagodzenia.

Tym razem jednak wiele państw członkowskich ma świadomość, że skromne zobowiązania Europy w obszarze energii odnawialnej i spalania nie doprowadzą do spadku emisji CO2 o 40 proc., pod czym podpisali się unijni przywódcy. Branża motoryzacyjna również jest tego świadoma i dlatego prowadzi ostrożne negocjacje z konsumentami oraz przedstawicielami organizacji ekologicznych w celu zmontowania „bardziej miękkiej” opozycji wobec zobowiązań dotyczących emisji.

Stowarzyszenie Europejskich Producentów Samochodów (ACEA), które reprezentuje najważniejszych rynkowych graczy, twierdzi, że buduje szeroką koalicję sił na rzecz alternatywnego podejścia do celu wyznaczonego na rok 2025. „Są pewne ograniczenia odnośnie tego, co możemy wycisnąć z obecnej technologii [w kwestii redukcji emisji] w przemyśle samochodowym, dlatego tak istotne jest, byśmy zaangażowali wszystkich udziałowców w wysiłki na rzecz realizacji jeszcze ambitniejszego programu klimatycznego”, stwierdził rzecznik organizacji.

W ostatnim raporcie grupa sugeruje obcięcie emisji samochodowych poprzez odmłodzenie floty, szersze stosowanie biopaliw, bardziej „inteligentne” systemy transportu oraz obowiązkowe lekcje eko-jazdy dla kierowców. Te ostatnie miałyby na celu zmianę ich [szkodliwych] nawyków, naukę przewidywania i dostosowywania się do natężenia ruchu na drodze, ostrożnego obchodzenia się z pedałem gazu (łagodniejsze i stopniowe przyspieszanie, szybsze zdejmowanie nogi z gazu) i porzucenia zwyczaju przyspieszania do następnych świateł.

„Badania pokazują, że eko-jazda może mieć pożądany efekt, ale jest on krótkotrwały”, mówi Greg Archer, rzecznik organizacji ekologocznej Transport and Environment (T&E; Transport i Środowisko). „Zaraz po kursie kierowcy jeżdżą oszczędniej, ale z czasem wracają do starych nawyków”.

Z niedawnej analizy T&E wynika, że wypełnienie celów dotyczących spalania pozwoliłoby zrealizować w całym sektorze transportowym prawie połowę planowanych redukcji związanych z unijną agendą klimatyczną na lata 2025 i 2030. Jeśli to się nie uda, konieczne będzie drastyczne podniesienie podatków na paliwa, wprowadzenie opłat drogowych lub radykalna zmiana planów.

Producenci samochodów przekonują, że jeśli chodzi o redukcję emisji wszystkie łatwo dostępne rozwiązania już zostały wdrożone - co wiązało się z dużymi kosztami dla całej branży - a dalsze obniżanie norm spalania oznaczać będzie przejście na samochody elektryczne.

Pewien anonimowy urzędnik w Brukseli nazwał ten argument „dezinformacją” albowiem badania sugerują, iż hybrydowe silniki diesla mogą emitować w 2035 r. zaledwie 65g/km. „Mówienie, że jest inaczej to kompletny nonsens”, przekonuje nasze źródło, „istnieje techniczny potencjał pozwalający na dalsze udoskonalanie silników spalinowych”. W 2013 r. Komisja obiecała, że w następnym roku przyjrzy się normie emisji dla nowych samochodów - 68-78g/km - która ma obowiązywać od 2025 r. Prace wciąż trwają.

*Artykuł ten jest częścią wspólnego projektu VoxEurop oraz dziennika The Guardian prowadzącego kampanię Keep it in the ground.*

Tł. Maciej Zglinicki

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat