Para „Merkozy” nie jest już sama

Opublikowano w dniu 25 listopada 2011 o 15:46

Uspakajający wietrzyk owiewał Europę przez ostatnie kilka dni. To nie były jeszcze jakieś całkowicie nowe podmuchy, ale miały one wielkie symboliczne znaczenie. Podczas spotkania na szczycie 24 listopada w Strasburgu, czyli kolejnych rozmów w sprawie możliwych rozwiązań wyjścia z kryzysu zadłużeniowego, para „Merkozy” nie była już sama. Obecny był również premier Włoch, Mario Monti i pokazał, że absolutnie nie ma najmniejszego zamiaru nosić teczki za francusko-niemieckim tandemem.

Ale stan (gospodarczy) tego związku, zawartego niczym małżeństwo z rozsądku, stopniowo się pogarsza, gdyż jak podkreśla wielu obserwatorów, Francja straciła już przynajmniej wirtualnie swoje cenne potrójne A, a dług niemiecki nie jest już tak atrakcyjny, jak był niegdyś, co ujawniła częściowa porażka emisji papierów 23 listopada.

Para, której wewnętrzna różnica zdań w sprawie środków, jakie należałoby wprowadzić, żeby przeciwstawić się atakom spekulacyjnym przy operacjach na długach publicznych – emisji euroobligacjii pożyczek dla państw, w zamian za wpisanie do traktatów rygoru budżetowego i harmonizacji podatkowej – utrzymuje strefę wspólnego pieniądza w niepewności. Tymczasem każdy dodatkowy dzień mijający wśród chaosu prowadzi do groźby rozpadu.

Prasa w Italii, cieszy się z „powrotu Włoch do Europy”, po latach obojętności i gaf popełnianych przez Berlusconiego, a wejście na scenę trzeciej gospodarki strefy euro, reprezentowanej przez bardzo szanowanego byłego komisarza europejskiego, budzi nadzieję, że dojdzie do odblokowania sytuacji, w której znaleźli się wszyscy, którzy do wspomnianej strefy przynależą. Nie wygląda na to, żeby Monti mógł czy też chciał odgrywać rolę arbitra między Paryżem a Berlinem, jest on jednak na tyle dobrze usytuowany, że mógłby być mediatorem.

Newsletter w języku polskim

Kimś, który – o czym poinformował w Strasburgu swoich dwóch partnerów, heroldów metody międzyrządowej – uważa, że rozwiązanie kryzysu politycznego i ekonomicznego UE prowadzi przez respektowanie, wzmocnienie działań oraz instytucji wspólnotowych. W tych kwestiach wie, że ma poparcie przewodniczącego Komisji Europejskiej, José Manuela Barroso, który ostatnio w tym duchu się wypowiadał.

Oto, co powinno uspokoić tych, którzy, kiedy czas goni, a oczekiwania rosną, obawiają się, że „Merkozy” zostanie zastąpiony nowym zarządem, czymś w rodzaju trójkąta małżeńskiego. I tylko dziennikarze europejscy się delektują wyszukiwaniem mu nazwy: „Sarmonkel”, „Merkozonti”, „Merkonti” czy też „AnNima” czy „MMS”, to tylko te najbardziej popularne, sami sobie wybierzcie, jeśli was to bawi.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat