UE

Pochwała Erasmusa

UE
Opublikowano w dniu 5 października 2012

Wyobraźcie sobie miejsce, gdzie co roku dziesiątki tysięcy Europejczyków spotykają się, poznają się nawzajem i uczą się żyć w innym kraju. Wyobraźcie sobie sposób na to, aby móc przekraczać granice, zapomnieć o technokracji i doświadczać życia we wspólnej Europie w sposób konkretny i nieupolityczniony. To miejsce i ten sposób już istnieją – chodzi o uniwersytety i oprogram Erasmus.

Lecz oto w tym tygodniu dowiedzieliśmy się, że temu ostatniemu grozi niewypłacalność.Dla studentów nie wszystko jest jeszcze stracone. Wypłacono im stypendia na początek roku akademickiego. A europejski komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski zapewnił, że dojdzie do porozumienia z państwami członkowskimi, aby załatać finansową dziurę. Istnieje jednak duże ryzyko, że ta sama sytuacja powtórzy się w przyszłym roku, bo budżety krajów członkowskich, z których pochodzi składka do wspólnej kasy, zaciskają pasa. Robi to także budżet samej UE. Stoimy więc przed pilną potrzebą wzięcia Erasmusa w obronę.

To prawda, że z różnych względów – począwszy od nadawanego mu chętnie określenia „najskuteczniejsze biuro matrymonialne w Europie” aż po obrazy z filmu „przylgnął taki wizerunek, że wygląda on na sprawę dość błahą, co skłania, być może, skarbników Europy do uznawania go za zwykły gadżet. Zapomina się przy tym, że poprzez te intymne okruchy życia „Erasmus stworzył pierwsze pokolenie Europejczyków”, jak to doskonale podsumował Umberto Eco. Już choćby tylko dlatego powinno się go traktować jako polityczny priorytet.

Zapomnielibyśmy jednak, zawężając wszystko do spraw codziennych, że Erasmus jest skrótowcem od „EuRopean Community Action Scheme for the Mobility of University” Students [Schemat działania Wspólnoty Europejskiej na rzecz mobilności studentów szkół wyższych] i że z tego tytułu ma on dwa kluczowe atuty dla przyszłości Europy. Pierwszym z nich jest mobilność na obszarze UE, gdzie języki i narodowe umocowanie jednostek utrudniają budowęwspólnej przestrzeni ekonomicznej, społecznej i obywatelskiej na skalę na przykład Stanów Zjednoczonych. Drugim jest wymiana wiedzy, niezbędna dla tworzenia innowacji, zachowania konkurencyjności i zachęcenia naukowców i wynalazców do pozostania w Europie. Ma ona już trudności z utrzymaniem swojej pozycji w warunkach globalizacji i nie leży w jej interesie, aby pozbawiać się takiego narzędzia.

Ale Erasmus to oczywiście nie tylko skomplikowany akronim. Tak brzmi również imię jednego z najważniejszych myślicieli renesansu. Erazm z Rotterdamu, sam będący wielkim podróżnikiem, symbolizuje tę wolę jedności, która osłabia się w warunkach obecnego kryzysu. Autor „Pochwały głupoty” jest symbolem Europy, która potrafiła wrócić do swych dawnych wartości, aby przekuć je na nowe, i karmiła się kulturalnym i politycznym dialogiem krajów Północy i Południa, aby wypracować dla siebie nowy model nowoczesności. W latach 2010–2011 program Erasmus kosztował 460 milionów euro. Ot, drobne budżetowe szaleństwo, na które Europa w poszukiwaniu odrodzenia jak najbardziej mogłaby sobie pozwolić.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Related articles