Wielojęzyczna wieża Babel

Najczęściej traktuje się ją niczym jakąś zarazę, robaka, który podstępnie toczy międzyludzką komunikację. Ale jak się głębiej nad tym zastanowić, okazuje się, że wielość języków jest pewną szansą.

Opublikowano w dniu 4 czerwca 2009 o 18:48

Podobnie jest z błędem, który też otwiera drogę poznaniu, ponieważ zmusza do zastanowienia się nad sobą, poprawienia się i pójścia dalej. Gdyby wszystkie nasze słowa były natychmiast dobrze zrozumiane, gdybyśmy się za każdym razem w pełni rozumieli, wystarczyłoby porozmawiać raz i nie byłoby już o czym rozprawiać.

Języków jest około 6000. Niektóre są zbliżone, spokrewnione, inne całkiem do siebie niepodobne, odległe o lata świetlne. Dlatego też skłonni jesteśmy sądzić, że gdyby istniał jeden tylko język, klarowny i doskonały, w którym dałoby się wszystko dokładnie wyrazić, ludzkość mogłaby się bez trudu porozumieć, zdołałaby uniknąć katastrofy wieży Babel, rozproszenia i straszliwego nieszczęścia, jakim jest konieczność uciekania się do zdradliwego tłumaczenia.

Otóż nie mamy racji. Uniwersalny język, o jakim marzymy z tęsknoty za narzeczem pierwotnym czy, jak kto woli, Urspräche, czyli takim, w którym Bóg gawędził z Adamem w raju, byłby czymś śmiertelnie nudnym, niszczyłby w zalążku wszelkie próby wymiany myśli, znacznie by ograniczał „potencjał znaczeniowy”. A więc niech żyje wieża Babel, niech żyje grzech pychy, który kazał wznieść ludziom gmach sięgający niebios, za co zostali ukarani, skazani na rozproszenie i różnorodność języków. Bo tak naprawdę to przekleństwo jest darem Opatrzności.

„Globish”. Tak brzmi zasadnicza teza, którą stawia w swojej książce François Ost, filozof i prawnik wykładający w Genewie, zastępca rektora uniwersytetu Saint-Louis w Brukseli. W swoim znaczącym dziele, którego podtytuł brzmi – „Obrona i pochwała wielojęzyczności” – jasno określa cel przedsięwzięcia, nie pominął żadnego argumentu, odsyłaczy jest tyle, ile trzeba, przypisów także (brak tylko indeksu nazwisk).

Wykonał swoją pracę z zegarmistrzowską precyzją i, chociaż powołuje się w niej na Merleau-Ponty’ego, Quine’a czy Wittgensteina, Eco, Benveniste’a czy Antoine’a Bermana, nie kieruje jej w żadnym razie wyłącznie do znawców filozofii języka, semiotyki czy leksykologii. W gruncie rzeczy jego przesłanie ma wydźwięk polityczny: Europa myśli w wielu językach, jej językiem jest tłumaczenie z innych języków, toteż poddanie się hegemonii „global english” czy „globish” groziłoby jej politycznym i kulturowym kalectwem.

François Ost zaczyna od analizy mitu założycielskiego wieży Babel: dwudziestu wierszy z Księgi Rodzaju (XI, 1-9), dziewięciu wersetów „rygorystycznych jak opowiadanie Kafki, nieodgadnionych jak poezja Borgesa”, które dały początek wielkiej literaturze. Pochyla się najpierw nad „tokiem narracyjnym tekstu”, wpisuje go w ogólny kontekst Księgi Rodzaju, wykazuje złożoność tematów, ujawnia historyczne warstwy Księgi, po czym przystępuje do komentowania niemal słowo po słowie, zestawiając to jednocześnie z niektórymi przekładami francuskimi. […]François Ost zdaje się dostrzegać, że „paradygmat wieży Babel”, którym przez wieki żywiły się rozmaite kultury „już wkrótce ustąpi miejsca paradygmatowi tłumaczenia współbrzmiącemu ze światem, który myśli w kategoriach sieci i komunikacji”.

„Gościnność” François Ost zajmuje się głównie badaniem tego nowego modelu, który zmusza nas do „myślenia łącznie o języku i tłumaczeniu” (w sferach tak różnych jak interdyscyplinarność różnych dziedzin nauki, dialog między religiami, między światopoglądami, prawo międzynarodowe i prawa narodowe, społeczeństwo obywatelskie i jego polityczne przedstawicielstwo…) Analizuje jego teoretyczne fundamenty, historyczne uwarunkowania, granice koncepcyjne, założenia językowe, konsekwencje etyczne oraz warunki polityczne realizacji.

Jego praca to prawdziwy hymn na cześć wielojęzyczności i „językowej gościnności”, jaką jest tłumaczenie, które niczym się nie różni od pisania: pomysłowy tłumacz działa najpierw wewnątrz jakiegoś języka, po czym zbliża się coraz bardziej do jego granic. Tym samym „nieprzetłumaczalne”, które miało być w założeniu przeszkodą, staje się narzędziem i potencjałem. Oczywiście tłumacz to zdrajca, ale tego rodzaju zdrada, podobnie jak nieporozumienie, stanowi najlepszą gwarancję dalszych tłumaczeń, dyskusji, wymiany myśli, „myśli w dialogu”. „Gdyby tłumaczenie było doskonałe, ponownie pojawiłoby się widmo języka uniwersalnego i wieże, nie tylko Babel, znowu zatrzęsłyby się w posadach”.

Kategorie

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat