Zła wiadomość – Europa się opłaca

Pierwszy przegląd wpływu UE na Wielką Brytanię pokazuje, że twierdzenie, jakoby brytyjskim firmom uginały się nogi pod ciężarem zbędnych brukselskich regulacji, jest fałszywe. Czy to dobra wiadomość? Nie dla premiera. Chce on przecież odzyskania przez Londyn niektórych kompetencji, by w ten sposób uciszyć eurosceptyków.

Opublikowano w dniu 23 lipca 2013 o 16:48

Ostatnio było widać ponure twarze członków gabinetu i doradców Davida Camerona. Ku zmartwieniu niektórych eurosceptyków z bardzo oczekiwanego audytu wykonanego na zlecenie rządu, a dotyczącego stosunków Wielkiej Brytanii z UE wynikają nieodpowiednie wnioski. Bruksela nie ogranicza brytyjskiej demokracji ani nie uwiera jej gospodarki zbędnymi regulacjami. Mimo iż irytuje pod wieloma względami, wydaje się, że przynależność do Unii jest w interesie kraju.
Rząd opublikował pierwszą serię raportów dotyczących wszystkich skutków członkostwa. Zawiera ona opracowania na temat tego, czy kompetencje „odpowiednio się rozkładają” miedzy państwami członkowskimi i UE, polityki podatkowej, polityki zagranicznej i obronnej, bezpieczeństwa żywności i dobrego traktowania zwierząt, służby zdrowia i rozwoju. Ze względu na różnice zdań wewnątrz samej koalicji – Liberalni Demokraci z Nickem Clegg na czele nie podzielają negatywnego stosunku torysów do integracji europejskiej – oceny dokonali głównie bezstronni urzędnicy.
Rezultatem tej pracy jest [[seria raportów, które przedstawiają faktyczny stan rzeczy, bez mieszania weń ideologii i sądów politycznych]]. Właśnie to przekonało premiera do odroczenia publikacji do momentu, w którym posłowie Partii Konserwatywnej nienależący do rządu i sceptycznie nastawieni do UE wyjadę z Westminister na wakacje. Clegg chciał, aby podano do wiadomości konkluzje sprawozdań podczas ministerialnej konferencji prasowej. Kancelaria Camerona nalegała zaś, żeby nie trąbiono zbyt głośno na ich temat.

Uzależnienie od wspólnego rynku

Euroentuzjaści, którzy oczekiwali jednoznacznego dowodu na to, że pozostanie w UE będzie bardziej opłacalne, będą zawiedzeni. Choć raporty dowodzą, jakie korzyści przyniósł brytyjskiej gospodarce jednolity rynek, ich autorzy przyznają, że nie da się tutaj podać konkretnych liczb. Z jednej strony przedsiębiorcy popierają ustawodawstwo stwarzające jednolite zasady dla wszystkich, dzięki którym wspólny rynek może funkcjonować, z drugiej strony nie ma konsensusu w sprawach społecznych i tych związanych ze środowiskiem.
Najbardziej uderzające jest jednak ogromna różnica między pierwotnymi założeniami zleceniodawców przeglądu i jego konkluzjami. Te raporty miały dowodzić, że dalsze członkostwo w UE będzie możliwe tylko przy przywróceniu licznych kompetencji, w jakie wyposażona jest teraz Bruksela, Wielkiej Brytanii, jak to argumentują zatwardziali eurosceptycy. Iain Duncan Smith, Owen Paterson i Philip Hammond należeli do tych ministrów, którzy protestowali przeciwko bezstronnemu podejściu urzędników. Podczas jednej z dyskusji na Whitehall [centrum administracyjne rządu Wielkiej Brytanii], doradca Hammonda skrytykował raport dotyczący polityki zagranicznej i obronności, ponieważ nadmiernie koncentruje się na wyszukiwaniu wspierających go dowodów.
Z raportu można wyciągnąć trzy mające swoje znaczenie wnioski. Po pierwsze jednolity rynek jest odzwierciedleniem typowej integracji nowoczesnych gospodarek. Firmy są uzależnione od swobody przepływu dóbr, usług, osób i kapitału. Międzynarodowy łańcuch logistyczny, wspólne standardy, mobilna siła robocza i produkowanie podzespołów tego samego produktu w różnych krajach są dzisiaj normą w biznesie. Te procesy opierają się na wspólnych standardach i regulacjach.
Japonia publiczne powiedziała to, co inne kraje trzecie mówiły po cichu. Jej inwestycje (i miejsca pracy, które za tym idą) w Wielkiej Brytanii zależą w dużej mierze od dostępu do innych rynków UE. Brytyjski przemysł spożywczy nie mógłby prawidłowo funkcjonować, gdyby jego złożone transgraniczne sieci produkcyjne nie działały w jednolity sposób. To samo dotyczy innych sektorów i innych rodzajów usług. W związku z tym, gdyby Wielka Brytania opuściła UE, mimo wszystko musiałaby przestrzegać wszystkich unijnych regulacji, ale nie miałaby już na nie wpływu.

Ideologii eurosceptyków nie potwierdzają fakty

Drugim wnioskiem jest to, że europejskie i światowe rynki są potrzebnym uzupełnieniem dla brytyjskich firm. Dane podane przez Vodafone są dosyć wymowne. Dzięki unijnym regulacjom dotyczącym rynku telekomunikacji przedsiębiorstwo przekształciło się z narodowego w ogólnoeuropejskiego gracza; jak już koncern rozwinął się w Europie, mógł zrealizować swoje plany w skali globalnej. Patrząc na całą sprawę z drugiej strony, firmy z kontynentu, jak chociażby BMW, wykorzystują swoje oddziały w Wielkiej Brytanii do sprzedaży samochodów w krajach rozwijających się – jest to możliwe tylko dzięki porozumieniom handlowym z krajami trzecimi, które UE podpisała.
Po trzecie, niezależnie od ich retoryki, [[kolejne brytyjskie rządy działały za pośrednictwem Brukseli, mimo że nic ich do tego nie zmuszało]]. A więc w polityce zagranicznej i obronności, w której instytucje Unii są stosunkowo słabe, Wielka Brytania próbuje częściej współpracować niż nie współpracować ze swoimi partnerami z UE. W innym obszarze Londyn chce nawet poszerzyć kompetencje Unii, wydawałoby się, że dobre traktowanie zwierząt jest kwestią, którą powinny się zająć państwowe rządy, a jednak Wielka Brytania nalega, aby to Europa narzucała ustawodawstwo w tym zakresie.
Ogólnie raporty mówią o tym, że UE powinna się zreformować i że niektóre obszary, w których decyzja należy do niej, bardziej skuteczne byłyby narodowe rozwiązania. Podkreślają jednak, że wyzbycie się współzależności byłoby bardzo trudne i kosztowne. Ideologii eurosceptyków nie potwierdzają fakty. Nie ma co się dziwić, że Cameron czekał na bezpieczny czas, jakim jest wakacyjna przerwa w pracach Parlamentu.

Kontrapunkt

Brytyjscy biurokraci mili dla Brukseli

Daily Telegraph przypomina, że przegląd przygotowany dla premiera miał na celu pokazanie, jak obecnie wyglądają stosunki między Wielką Brytanią a Unią Europejską. Ale eurosceptyczny dziennik zauważa, że „miał też pokazać niepokojącą skalę wpływów europejskich macek na naszą politykę – tak, aby opinia publiczna zaczęła bić na alarm, i zawieść tych, którzy muszą borykać się z jej dyrektywami na co dzień”.
Idąc tym tokiem myślenia, Daily Telegraph zauważa, że raporty pokazują

jak bardzo administracja publiczna jest związana przez Brukselę i jak bardzo jej z tym wygodnie. Zostały one napisane pod częściowym nadzorem ministerstwa spraw zagranicznych, który od dłuższego czasu jest bastionem eurofilów, na żądanie premiera, który jasno pokazuje, że chce, aby Brytyjczycy opowiedzieli się za [pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE w referendum w 2015 r.], o ile uda się wywalczyć odpowiednie ustępstwa. W związku z tym dokumenty opublikowane wczoraj zostały napisane po to, aby wymienić naciągane korzyści wypływające z integracji europejskiej.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat