Crowdfunding to przyszłość bankowości?

W miarę jak akcja kredytowa banków spada pod wpływem globalnego spowolnienia gospodarczego, powstałą niszę wypełniają pożyczki „poziome” [peer-to-peer], zapewniając mniejszym firmom konieczne finansowanie, a inwestorom lepszy zwrot na kapitale. Dzisiaj rewolucja ta dotarła do krajów bałtyckich i ratuje życie tamtejszym przedsiębiorstwom.

Opublikowano w dniu 8 lutego 2013 o 12:35

Wyobrażacie sobie? Zacząłem udzielać pożyczek zupełnie obcym ludziom – i to całym tłumom takich ludzi. Nie jestem wariatem, bogaczem ani filantropem. Kwoty pożyczek są niewielkie. Zabezpieczenia – wiarygodne. Jak dotąd wszystkie zostały spłacone w terminie, a ja zarobiłem dodatkową sumkę. Co jeszcze przyjemniejsze, czuję się częścią rewolucji, która może ocalić zachodni kapitalizm. A wszystko dzieje się w Estonii.
Banki to najsłabsze ogniwo gospodarki. Oferują skąpe, przeładowane opłatami produkty oszczędnościowe i zbyt drogie kredyty pełne ukrytych kosztów. Pośrednicy zarabiają kolosalne sumy, zwłaszcza gdy są chciwi i zuchwali. A kiedy nadchodzi kryzys – co zawsze w końcu się dzieje – za wszystko płaci podatnik. Poza tym sektor bankowości działa jak należy.

Bankowe alternatywy

W tej sytuacji mile widziane są rozwiązania alternatywne, takie jak kredytowanie „poziome”, gdzie potrzebujący gotówki i chcący się nią podzielić są ze sobą bezpośrednio kontaktowani (zarabia się na opłacie za usługę). Od założenia w 2005 r. brytyjski serwis kredytowania poziomego Zopa udzielił już pożyczek wartych łącznie 310 milionów euro.
Estoński Isepankur (co oznacza „bank samoobsługowy”, a czyta się podobnie jak „bank przyjazny”) oferuje jeszcze lepsze rozwiązanie, udziela bowiem pożyczek w krajach, w których sektor bankowy jest słabiej rozwinięty. Estończycy (nawet ci o wysokiej wiarygodności kredytowej) za niezabezpieczoną „chwilówkę” muszą zapłacić odsetki w wysokości nawet 50 procent.
Isepankur oferuje kredyt o wiele tańszy – przeciętna stopa procentowa wynosi 28 procent. To dobry układ: w Wielkiej Brytanii oprocentowanie depozytów nie przekracza 3 procent (a i tak połowę marnego zysku zabiera brytyjski odpowiednik podatku Belki).

Obsługa na najwyższym poziomie

Isepankur otworzył się na inwestorów spoza Estonii pod koniec zeszłego roku. Na dobry początek zainwestowałem kilkaset euro – i zadzwonił do mnie sam prezes firmy. To była obsługa klienta w najlepszym wydaniu (w rewanżu pomogłem wygładzić angielską wersję ich strony internetowej).
Potencjalni pożyczkobiorcy muszą przekonać pożyczkodawców o swej wiarygodności kredytowej. Użytkownik o nicku „Tanelvakker”, na przykład, to inżynier z branży telekomunikacyjnej, który potrzebuje pieniędzy na remont mieszkania. Chciał pożyczyć 2600 euro na trzy lata oprocentowane na 12 procent rocznie. Jest singlem i zarabia 2500 euro miesięcznie. Miesięczna rata miała wynosić 68 euro.
Sprawdziłem inne jego wydatki stałe (hipoteka, leasing samochodu, karta kredytowa) i stwierdziłem, że z łatwością poradzi sobie ze spłatą. Pożyczyłem więc „Tanelvakkerowi” 10 euro. To samo uczyniły dziesiątki innych użytkowników. On płaci jedną miesięczną ratę na konto Isepankur, a firma dzieli te pieniądze proporcjonalnie między nas. W przypadku, gdy kredyt przestaje być spłacany, Isepankur sprzedaje go firmie windykacyjnej.

Zbawienna konkurencja

Konkurencja sprawia, że koszt kredytu obniża się. Jeżeli masz dobry projekt, zapłacisz mniej. Użytkowniczka „Akiraam” (sekretarka zarabiająca 600 euro miesięcznie) potrzebowała 200 euro na kurs języka fińskiego. Była gotowa zaakceptować stopę procentową w wysokości 28 procent, ale płaci tylko 12 procent, bo zgłosiło się wielu chętnych do udzielenia pożyczki.
Kredytobiorcy mniej wiarygodni muszą się mocniej starać albo płacą więcej; pożyczkodawcy mogą zadawać im pytania za pośrednictwem serwisu. Jeżeli odpowiedzi są niezadowalające (albo nie ma ich wcale), wiarygodność takiego użytkownika spada.
Niektórzy pożyczkobiorcy nie wywiązują się z zobowiązań – mniej więcej trzech na stu, podaje Isepankur. Jednak wpłaty od pozostałych rekompensują to z naddatkiem. W tym momencie troje spośród „moich” dłużników zalega nieco z ratą – ale dzięki wpłatom od pozostałych jestem sporo na plusie.

Isepankur jak Skype?

Moja stopa zwrotu netto na udzielonych pożyczkach wynosi około 17 procent i równa się przeciętnej dla całego serwisu. Pożyczyłem jak dotąd łącznie 1570 euro około pięćdziesięciu osobom, w sumach wahających się pomiędzy 5 i 25 euro. Otrzymałem 60 euro zwrotu kapitału i 24 euro tytułem odsetek. Zapłaciłem również 60 eurocentów „kary” (mój udział w niewielkiej grzywnie nałożonej na pożyczkobiorcę „Lillekas”, który spóźnił się o kilka dni ze spłatą raty).
Koszty operacyjne Isepankur są niskie, sprowadzają się głównie do opłat za prowadzenie strony internetowej i wydatków na reklamę. Skala przedsięwzięcia wciąż jest niewielka. Być może usługa jest zbyt nowatorska, zbyt inna od tego, co znamy. Ale pamiętam, że to samo mówiono o innym estońskim wynalazku – Skype.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat