Druga szansa dla traktatu

Po uzyskaniu stosownych gwarancji od unijnych przywódców Irlandczycy mogą się już szykować do powtórki referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Głosowanie najpewniej odbędzie się na przełomie września i października.

Opublikowano w dniu 22 czerwca 2009 o 15:56

Wydaje się, że jesteśmy już na ostatniej prostej w naszej nużącej – choć niezwykle istotnej – krętej drodze do ratyfikacji przez Irlandię traktatu z Lizbony. Co muszą sobie o nas myśleć europejscy partnerzy? Trudno nie dojść do wniosku, że zrobiliśmy z siebie widowisko. Niektórzy zapewne patrzą na nas jak na rozpuszczone dziecko. Myśleli, że już wyrosło na bystrego i odnoszącego sukcesy dojrzałego człowieka, a tymczasem ono znowu zachowuje się jak smarkacz.

Teraz wymogliśmy „decyzję” Rady Europejskiej, która po prostu stwierdza to, co oczywiste – a mianowicie, że Lizbona nie ma nic wspólnego z aborcją, nie przynosi żadnych konsekwencji dla naszego systemu podatkowego i nie zmienia niczego w dziedzinie naszej obronności i neutralności. Nie musimy z powodu traktatu uczestniczyć w czymkolwiek, na co nie mamy ochoty. Nie ma i nie będzie europejskiej armii i nie będzie do tej nieistniejącej armii żadnego poboru.

Oczywiście to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia dla przeciwników traktatu lizbońskiego, którzy od razu po piątkowej decyzji szczytu Unii zaczęli wydawać gniewne oświadczenia. UE i rząd w Dublinie „robią w konia” media i opinię publiczną, oznajmiła Platforma Narodowa, która nazwała się dość okazale, choć w gruncie rzeczy jest narzędziem w rękach jednego człowieka, szanownego Anthony’ego Coughlana. Prawne gwarancje to – według Patricii McKenna, która dopiero co nie została wybrana do Parlamentu Europejskiego – kampania „pomysłowych manipulacji, mających wprowadzić w błąd społeczeństwo”.

Zwolennicy NIE, to różne grupy o częściowo zachodzących na siebie listach członków, co wskazuje, że szum, jaki robią, jest nieproporcjonalny do liczby zaangażowanych w sprawę ludzi. Komentarz Patricii McKenna, byłej działaczki Zielonych, został wydany przez PANA, Sojusz na rzecz Pokoju i Neutralności (Peace and Neutrality Alliance). Organizacja ta uważa się za strażnika prawdziwej irlandzkiej neutralności. W jej skład, jak wylicza na stronie internetowej, wchodzi 26 podmiotów. Jest wśród nich Liga Celtycka i Irlandzki Komitet Poparcia dla Salwadoru, którego witryna była aktualizowana po raz ostatni w październiku 2002 roku.

A co powiecie na Grupę Solidarności Irlandzko-Algierskiej? Ci z kolei do swoich zwolenników zaliczają dwóch nieżyjących już irlandzkich parlamentarzystów. Jest też Grupa Poparcia dla Kuby, Obywatele w Obronie Neutralności; Komunistyczna Partia Irlandii; Związek Misjonarzy Irlandzkich, Kobiety w Mediach i Przemyśle Rozrywkowym; Sinn Féin oraz Partia Zielonych.

Generalnie nie ma wątpliwości, że osoby zaangażowane w organizacje takie jak PANA są bardzo zmotywowane, ale czy reprezentują większość Irlandczyków i czy ich antyunijne poglądy odpowiadają interesom irlandzkiego społeczeństwa? Czas pokaże, choć uważam, że nie będzie miał czego. W tym tygodniu irlandzki MSZ otworzy stronę www.eumatters.ie, za jej pomocą rząd będzie się starał oddzielić to, co w sprawach Unii Europejskiej jest fikcją, od tego, co należy do faktów. Najwyższa pora!

Traktat lizboński

Ach, ci Irlandczycy

To może być jak otwarcie puszki Pandory. Mowa o wprowadzeniu do traktatu lizbońskiego dodatkowych gwarancji dla Irlandii. W kolejce mogą się ustawić kolejne państwa członkowskie, które żądać będą zmian w tym dokumencie, ostrzega na łamach dziennika PolskaMariusz Staniszewski. Bruksela zgodziła się zapisać w traktacie prawo Irlandczyków do niezależnej polityki podatkowej, neutralności oraz przystała na dalsze obowiązywanie restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej. Ponadto zachowają swojego komisarza. „Dlaczego podobnych lub innych koncesji nie mieliby uzyskać Czesi, Holendrzy czy Polacy? – pyta publicysta Polski. Jego zdaniem unijni urzędnicy, którzy za wszelką cenę dążą do powtórki referendum w sprawie traktatu, dostarczają jedynie amunicji jego przeciwnikom. Po przyjęciu irlandzkich protokołów pytanie o to, czy wciąż mamy do czynienia z tym samym dokumentem, który ratyfikowały parlamenty krajów członkowskich, będzie jak najbardziej uzasadnione. Debata na ten temat toczy się już zresztą w Czechach, a wkrótce może się rozpocząć również gdzie indziej. „Pozostaje zatem pytanie, czy wykorzystać tę sytuację i wywalczyć dla siebie coś ekstra, czy też być poprawnym Europejczykiem, który marzy o silnej Unii” – zastanawia się publicysta Polski.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat