Federalna Europa jest chimerą

Zgodnie ze strategiami swoich przywódców, coraz więcej krajów, począwszy od Niemiec, porzuca projekt federacji. Ale to daje pole do oryginalnych rozwiązań alternatywnych, takich jak klub Śródziemnomorski lub unia łacińska, zauważa nestor włoskiego dziennikarstwa.

Opublikowano w dniu 31 sierpnia 2012 o 14:59

W Europie toczy się bardzo skomplikowana rozgrywka. Do stołu zasiadło czworo graczy: Monti, Draghi, Bundesbank, Merkel. Każdy ma swoją strategię, a w trakcie gry sojusze będą się zmieniać. Jeśli wynik okaże się pozytywny, Włochom i Hiszpanii ulży w kwestii spreadów, zmniejszy się koszt obsługi państwowego długu, a rząd Montiego narzuci swym następcom po wyborach wiążący warunek o wielkim znaczeniu dla rynków, który wzmocni zarówno Draghiego, jak i Merkel w złożonej grze, którą toczą z jastrzębiami z Bundesbanku i wspierającymi ich siłami politycznymi. 6 września rada EBC podejmie decyzję. Monti z kolei w następnych dniach będzie musiał odkryć karty. Do września problem powinien więc być ostatecznie rozwiązany.

Jest też inny problem, trudniejszy, związany z tłem polityczno-instytucjonalnym, na którym rozgrywa się „niekonwencjonalna” interwencja EBC. Chodzi o ewentualne przejście od konfederacji europejskich rządów do narodzin sfederowanej Europy. Mowa konkretnie o „cesji suwerenności” rządów poszczególnych krajów na rzecz organów federalnych Unii – zarówno tych już istniejących (koniecznie do reformy), jak i nowych, których powołanie może być konieczne dla dopełnienia struktur UE. Pisałem już o tym kilka tygodni temu. Wydawało się wówczas, że Merkel postawiła wszystkie karty na narodziny sfederowanej Unii. Nie było natomiast jasne, jakie stanowisko zajmie Hollande. Ale była nadzieja, że również Francja w końcu uzna konieczność takiego rozwiązania w zglobalizowanym świecie.

Porzucona idea

Dziś powracam do tego, bo tymczasem miał miejsce nowy fakt – temat Europy federalnej zszedł ze sceny, Merkel już o niej nie wspomina, kwestia cesji suwerenności ograniczona została do tzw. paktu fiskalnego, niebawem niemiecki Trybunał Konstytucyjny wyda orzeczenie w sprawie funduszu mającego ratować państwa będące w opresji. Panują nawet wątpliwości co do tego, czy da się powołać unię bankową i wspólny nadzór w zakresie prerogatyw EBC, a nie poszczególnych banków centralnych.

Innymi słowy, nastąpił zupełny odwrót od projektu z pewnością skomplikowanego w realizacji na kontynencie rozczłonkowanym przez różnice językowe i etniczne oraz wielowiekowe zaszłości wojenne, ale absolutnie koniecznego, by Europa nie wypadła na całkowity margines polityczny. Jak wyjaśnić ten odwrót? Co jeszcze można uczynić, by projekt ruszył do przodu?

Zdaje się, że Merkel zrozumiała dwie rzeczy, które kilka miesięcy temu chyba przegapiła albo ich nie doceniła. Pierwsza, większość opinii publicznej w jej kraju nie patrzy przychylnym okiem na niemiecką hegemonię w Europie, w której wszystkie państwa (w tym i same Niemcy) zrzekły się w znacznym stopniu suwerenności.

Niemcy wolą robić dobre interesy i zachować supremację gospodarczą i finansową na kontynencie, ale odmawiają sprawowania hegemonii politycznej. Pociągnęłaby ona bowiem za sobą znaczną odpowiedzialność i ustąpienie w pewnym stopniu z narodowej suwerenności. Druga, opór przed projektem federacyjnym wykazało wiele innych krajów – począwszy od Francji po kraje nordyckie i wschodnie. Dotyczy to zwłaszcza tych spoza strefy euro z Wlk. Brytanią i Polską na czele.

Nowe rozdanie

Tak więc, aby sprawę wyświetlić do końca, projekt wydaje się porzucony, z wyjątkiem drobnych ustępstw suwerenności w dziedzinie budżetu, polityki fiskalnej oraz obrony wspólnej waluty. Która jednak, jeśli zabraknie politycznych „pleców”, nigdy nie będzie miała siły godnej waluty rezerwowej. Fiasko tego projektu otwiera jednak możliwe pola negocjacyjne i pozwala na rozmaite inicjatywy, inaczej niedające się nawet wyobrazić.

Na przykład pozwoli krajom zainteresowanym mocniej sfederalizowaną Europą jednoczyć się we własnym gronie. Zasada „palec pod budkę”, jakiej stosowaniem groziły Niemcy, gdy mowa była o dwóch prędkościach monetarnych, mogłaby zostać zastosowana do ustępstw w dziedzinie suwerenności politycznej. Gdyby Włochy, Hiszpania, Portugalia, Irlandia, Austria albo sama pierwsza trójka założyła, a raczej odkurzyła „klub śródziemnomorski” z własnymi regułami i wspólnymi instytucjami, obecny w Unii i strefie euro jako jeden byt, reperkusje byłyby mocne, nawet bardzo mocne.

Ciągnijmy dalej… A co jeśli członkowie klubu nawiązaliby konsultacje i przyjazne stosunki ekonomiczno-polityczne z innymi krajami śródziemnomorskimi (Algieria, Maroko, Libia, Egipt, Izrael, Turcja) – stosunki takie co prawda istnieją, ale zmieniłaby się jedna ze stron: nie pojedyncze kraje, ale klub jako taki?

A co jeśli analogiczne porozumienia zostałyby nawiązane z całym obszarem łacińskim w Ameryce Środkowej i Południowej, zwłaszcza z Argentyną, Brazylią, Urugwajem, Meksykiem? Argentyna i Brazylia już zadeklarowały chęć rozważenia tego rodzaju układów. Czy zatem klub śródziemnomorski nie mógłby podjąć inicjatywy idącej w tym kierunku? Jeśli interesy albo fantazja sugerują nowe horyzonty, nie jest wykluczone, że i Europa federalna ruszy do przodu. Czasami trzeba umieć marzyć, aby stawić czoła najtrudniejszej rzeczywistości.

Pójdźmy za przykładem USA

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym chcę wspomnieć á propos federalnej Europy. Jeśli uda się nam prędzej czy później do niej dotrzeć, konieczne byłyby pewne instytucjonalne zmiany:

  1. Parlament Europejski musiałby być wybierany w skali całej Europy, a nie krajów.

  2. Także referenda w sprawach dotyczących Europy powinny być głosowane wspólnie przez „lud europejski”, a nie przez wyborców podzielonych na państwa.

  3. Struktura międzynarodowa federalnej Unii powinna mieć charakter prezydencki taki jak w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Wybierany w wyborach powszechnych prezydent mianuje federalny rząd. Parlament kontroluje działania rządu, nominacje ważnych urzędników, ustawy mające wpływ na budżet, wydatki i wpływy. Trybunał Konstytucyjny strzegący federalnej konstytucji

Kiedy państwo ma rozmiary kontynentu i do tego działa w zglobalizowanym świecie, demokracja musi jednocześnie zapewnić szybkość podejmowania decyzji, widoczność lidera, który jest reprezentantem kontynentu oraz uczestnictwo obywateli. Fundamentem takich struktur jest podział władzy.

Mowa rzecz jasna o dalekich celach, ale opinia publiczna musi je mieć na widoku, rozprawiać o nich przygotowując się do ich osiągnięcia.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat