Opowieść eksmitowanej (1/3)

Do 2008 r. Cristina Fallaras wiodła spokojne i stabilne życie pisarki i zastępcy redaktora naczelnego gazety. Wtedy to została zwolniona, po czym stała się bezrobotną i bezdomną matką. Jest to tragicznie banalny los w obecnie pogrążonej w kryzysie Hiszpanii. Oto jej świadectwo.

Opublikowano w dniu 29 lipca 2013 o 11:48

Nazywam się Cristina Fallarás i stałam się najbardziej znaną eksmitowaną Hiszpanii. Wolałabym mówić o czymś innym, ale temat w tym czasie i w tym kraju narzuca się sam. We wtorek, trzynastego listopada zeszłego roku o godzinie 19:40, na kilka godzin przed rozpoczęciem drugiego strajku generalnego w Hiszpanii, jakiś osobnik z dwudziestej izby [komorniczej] Barcelony zadzwonił do drzwi mojego mieszkania przy placu Universidad.

Słychać już było helikoptery policyjne i petardy pierwszych pikiet strajkowych, które zawsze tworzą u nas cokolwiek świąteczny nastrój. Dokładnie w momencie, gdy mój syn Lucas otworzył drzwi i powiedział: „Mamo, jakiś pan do ciebie”, przestałam, nie wiem jeszcze na jak długo, być pisarką, dziennikarką i redaktorką, aby zostać eksmitowaną, która może dać świadectwo na piśmie i przed kamerą. Historia na żywo, w pierwszej osobie, to wygodna narracja i trafia w sedno. Sama istota dziennikarstwa – przedmiot, podmiot i analiza, trzy w jednym.

Oddech Mojry

Teraz, drodzy czytelnicy, wyobraźcie sobie obszar tak duży jak kraj, rodzaj argentyńskiej pampy. Przerwijcie, cokolwiek robicie i puśćcie wodze wyobraźni. Jesteście tam? Dobrze, więc spójrzcie na tą ogromną rozpadlinę, nieustępliwą, brutalną, jakby wyrzeźbioną pazurami jakiegoś boga rozszarpującego ziemię, rozdziela ona tę równinę na dwie części.
Zieje z niej lodowaty oddech Mojry, bogini losu. Spójrzcie jeszcze raz, nagle jedna z tych dwóch części (uznajmy, ze względów sentymentalnych, że to jest ta po lewej stronie) zapada się w otchłań i nieruchomieje, zawieszona w mroku, porywając ze sobą wszystkich jej mieszkańców, oszołomionych, zdezorientowanych. I zadręczających się poczuciem winy.
Mieszkańcy drugiej części tej krainy, którą przywołaliście w wyobraźni, a którą nazywamy Hiszpanią pozostali na górze, bojąc się, że spotka ich ta sama dola, oczekując jej nawet, ale w nie tak groźnej postaci – cięcia w służbie zdrowia, opiece społecznej, ograniczenie niedawno wywalczonych przez kobiety praw, cięcia płac… Ich niezadowolenie jest zrozumiałe.

Ale w czasie krótszym, niż zajęło krajowi zademonstrowanie, że jego demokracja jest tyleż niezniszczalna, ile na pokaz, ci, którzy znaleźli się na tym zwalonym w przepaść odłamie, zostali pozbawieni wszystkiego. Za to, co zostało tym na górze, choćby to były resztki, chętnie oddaliby zdrowie i przyszłość.

Upadek

Piszę z czeluści, z tej upadłej części. Moje oczy zdążyły się przyzwyczaić do ciemności, już tak długo tu żyję. Dostrzegam nowych przybyszy. W 2009 i 2010 r. dwa miliony pracowników zasiliło szeregi bezrobotnych. Nie mają już niczego, w Hiszpanii zasiłki przyznaje się na okres dwóch lat. A od 2011 r. dołączyły do nas setki tysięcy absolwentów.

Widzimy, jak spadają, robimy im miejsce. Wszyscy tu wiemy, że jest to nieuniknione. [[Stąd praktycznie nie widać tych, którzy pozostali na górze, trzeba wytężyć umysł]]. Wiemy, jak żyją, co jedzą, co kupują, jak się ubierają i jak się przemieszczają, bo jeszcze niedawno byliśmy wśród nich.

Jednak ubóstwo osłabia pamięć i myślę, że to nam trochę pomaga. Ale ci, co są wyżej, w ogóle nas nie widzą. Nie są w stanie. Są to dziennikarze, komentatorzy, którzy próbują na próżno opowiedzieć o biedzie, eksmisjach i przyczynach samobójstw. Ale czy dadzą radę? Jeśli nigdy nie odcięto wam prądu, wody, wszystkiego, wasze wyobrażenie o nędzy jest fałszywe. Dlatego mogę wam dzisiaj pomóc. Bo to mówi eksmitowana.

Oczywiście, jestem zaskoczona, że znalazłam się tutaj, na dole. Eksmisja jest procesem długotrwałym, zaczyna się od zwolnienia z pracy, następnie prowadzi do sądu – jakbyście nagle zostali rozebrani do naga. Nadzy, pośrodku tej wielkiej alei, którą przejeżdżaliście o świcie w taksówce, rycząc ze śmiechu na lekkim rauszu.

Każdego dnia, około szóstej rano włącza się radio na moim nocnym stoliku, a ja wyrwana ze snu, pośród szumu wody z prysznica słyszę te dwa słowa: Wygrać życie! Bo tak naprawdę życie nie jest ci dane, musisz je wygrać. A jeśli nie wygrasz swojego życia, to czy to znaczy, że je stracisz? I ta myśl każdego dnia niespodziewanie wyciąga mnie z łóżka, nagą.

cdn.

Artykuł ukazał się po raz pierwszy w języku hiszpańskim 12 grudnia 2012 r. w argentyńskim czasopiśmie internetowym Anfibia.

Kategorie

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat