Pięćset lat straconych okazji

Obecny kryzys bankowy sięga korzeniami myśli antyekonomicznej, dominującej w kraju od czasów rekonkwisty  i odkrycia Ameryki, która to myśl bardzo utrudniła rozwój. Tego stanu ducha w niczym nie zmieniła akcesja do Unii Europejskiej, napisał hiszpański korespondent Süddeutsche Zeitung.

Opublikowano w dniu 1 czerwca 2012 o 16:28

O co chodzi z tą Hiszpanią? Jeszcze nie tak dawno, za rządów premiera José Marii Aznara (1996 – 2004), kraj był wzorem do naśladowania pod względem wzrostu gospodarczego. Do Hiszpanii, będącej czwartą gospodarką w strefie euro, popłynęła z Brukseli pomoc strukturalna w wysokości 150 mld euro.

Ale na jałowych glebach Andaluzji i Kastylii zamiast świetnie prosperujących fabryk wyrosły pustostany. Niedokończone inwestycje przypominają rozsypujące się zamki z czasów kastylijskiego rycerza Cyda. W obu przypadkach wyraża się antyekonomiczny model społeczny, który kształtuje Hiszpanię od pięciuset lat.

Czasy nowożytne minęły Hiszpanii, na własne jej życzenie, w izolacji. Kraj wyszedł z niej dopiero w latach 60. ubiegłego wieku, gdy dyktator Francisco Franco otworzył kraj na turystykę. Hiszpania weszła zatem w modernizm długo po innych, „z lekkim zdenerwowaniem i pospiesznie, jak ostatni gość, który wpada na bankiet i ze wszystkich sił chce nadrobić spóźnienie”, pisał Juan Goytisolo w 1969 r. w swoim eseju „Hiszpania i Hiszpanie”.

Dwadzieścia lat później z podobną nadgorliwością Hiszpania zaczęła wydawać mannę z nieba, jaką była pomoc strukturalna z UE. Zamiast jednak inwestować w społeczeństwo produkcyjne, państwo skoncentrowało się na jednym. Otóż jak najszybciej należało dogonić bogate kraje, zmodernizować się. A modernizacja oznaczała przede wszystkim tyle, że trzeba było nowocześnie wyglądać. Pieniądze szły na budowę infrastruktury. Na początku wydawano je rozsądnie, ale później – wraz z pojawieniem się ultraliberalnej polityki gruntowej Aznara – bez najmniejszego namysłu.

Triumfalny pochód antyekonomicznego myślenia zaczął się już w 1492 r. Wówczas Hiszpania nie tylko odkryła Amerykę, ale także zdobyła ostatni przyczółek Arabów – Grenadę. W następnych stuleciach z kraju wypędzeni zostaną Maurowie i Żydzi. Obie grupy zajmowały się rzemiosłem i handlem. Wyznający chrześcijaństwo hidalgo brzydził się pracą, której zabraniał mu z resztą kodeks honorowy. Bóg pozwalał mu tylko na bycie żołnierzem.

Cofnięcie do czasów inkwizycji

Bogactwa z kolonii przepływały przez Hiszpanię jak roztopione złoto. I tak, podczas gdy Europa Środkowa bogaciła się na skarbach Inków, hiszpańska szlachta wegetowała w podupadłych latyfundiach.

Przez trzysta lat inkwizycja jako herezję traktowała wszystko, co nosiło znamiona produktywności. Każdy, kto szukał prawdy, myślał i czytał, ryzykował, że zostanie spalony na stosie.

Wrogie nastawienie do postępu przetrwało upadek inkwizycji. Skorupa nie pękła ani w czasach narodowego katolicyzmu, ani późniejszej sekularyzacji. Struktury przemysłowe uformowały się wyłącznie w Kraju Basków i Katalonii. Ale co z tego, skoro otwierając się na postęp, jednocześnie go hamowano. Zbudowano na przykład sieć kolejową, ale szerokość toru była inna niż we Francji, aby przypadkiem nie za bardzo zbliżyć się do Europy. Odtąd mówiło się, że Europa kończy się na Pirenejach.

Mieszczaństwo, którego przedstawicielami były osoby dynamiczne, mające merkantylne podejście do życia i świadomość polityczną, uformowało się dopiero w XIX w., i to w postaci zalążkowej. Hiszpania jest jedynym krajem na świecie z tak silnym ruchem anarchistycznym. Odżywa on teraz na placu Puerta del Sol w Madrycie, gdzie Indignados dają wyraz swojemu rozczarowaniu kapitalizmem.

Anarchizm, który święcił triumfy w latach 30., został zdławiony przez puczystę Franco podczas wojny domowej. Generał cofnął Hiszpanię do czasów inkwizycji. Po swoim zwycięstwie, chcąc zadbać o spokój w społeczeństwie, celowo postawił na immobilizm. Budując Hiszpanom mieszkania i oferując im pomoc finansową w ich zakupie, uczynił z nich ich właścicieli. Tym samym położył kamień węgielny pod późniejszy boom na rynku nieruchomości.

Chłodne protestanckie myślenie

Po obaleniu dyktatury w 1975 r. Hiszpania brawurowo dokonała zmiany ustroju politycznego i stworzyła otwarte społeczeństwo, ale pod względem gospodarczym tkwiła w mrokach średniowiecza.

Lektura wielu hiszpańskich gazet i blogów utwierdza w przekonaniu, że mieszkanców tego kraju cechuje egocentryzm i małoduszność. Zaściankowość nie pozwala Kastylijczykom i Andaluzyjczykom podpatrzyć rozwiązań stosowanych przez bardziej produktywnych Basków czy Katalończyków. Natomiast mieszkańcy Kraju Basków i Katalonii uparcie wzbraniają się przed podzieleniem się swoją wiedzą z resztą.

Hiszpanom, jak pisał Goytisolo, podczas wykonywania powierzonego zadania bardziej zależy na ich osobistym uczestnictwie niż na materialnym zysku. Jednak anglosaskie rynki ze swoim chłodnym protestanckim myśleniem zorientowanym na wydajność nie dały Hiszpanii czasu na zrobienie z tej cechy użytku w biznesie. Na niezbędną reformę szkolnictwa, która kładłaby większy nacisk na praktykę, a nie teorię, nie pozwalają przymusowe oszczędności.

Dopóki Europa nie zdecyduje się zburzyć granicy, jaką wyznaczają Pireneje, i nie zaoferuje pomocy przy rozpoczętej modernizacji gospodarki i szkolnictwa, jedynym ratunkiem dla Hiszpanów jest pewna ich cecha narodowa, która zdaniem Goytisola również ciągle hamowała wzrost – niewygórowane wymagania.

Hiszpanie wiedzą, jak przetrwać kryzys. Mają w tym pięćsetletnie doświadczenie.

Widziane z Hiszpanii

„Okradliśmy nasze dzieci z ich przyszłości”

„Dopiero teraz, kiedy nastały chude lata, zdaliśmy sobie sprawę z ogromu katastrofy, za którą my sami ponosimy winę”, pisze Isabel San Sebastián na łamach ABC. Odpowiedzialność za tę sytuację spada nie tylko na barki „przywódców, którzy rządzili krajem przez ostatnie 30 lat, ale także nas wszystkich, którzy godziliśmy się z narzuconym nam modelem, poprzez działanie lub zaniechanie, poprzez nieświadomość lub przyzwalające milczenie”, oskarża autorka.

Zachowywaliśmy się tak, jakby cała Hiszpania była skąpana w ropie naftowej, mimo iż jesteśmy przecież biednym krajem. Spektakularny wzrost gospodarczy, który miał miejsce w ostatnich latach, oparty był na kredytach i hojnych dotacjach unijnych, a nie na naszej rzeczywistej zdolności do spłacenia faktur za te wszystkie autostrady, szybkobieżne pociągi, uniwersytety i inne tak wspaniale wyglądające obiekty, budowane ku większej chwale kolejnych ekip sprawujących władzę, aby rządzący mogli przecinać wstęgi. […]

Bruksela wymaga od nas, jako warunek sine qua non, byśmy ograniczyli rozbuchane wydatki regionów autonomicznych, które zamieniły się w studnie bez dna. Ale kto odważy się tym zająć? To, co widzimy, to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wszystko cuchnie oszustwami, kradzieżą, złym zarządzaniem i korupcją, które przemieniły dawne kasy oszczędności w jaskinię Ali Baby i czterdziestu rozbójników. Czerpały z nich wszystkie partie polityczne i związki zawodowe, manipulując ich funduszami. […]

Rok, a nawet pięć lat to za mało, by wyjść z tego kryzysu. Zostanie z nami na dobre, ponieważ szkody, jakie przyniósł naszej wiarygodności jako narodu, a co za tym idzie możliwości naszego rozwoju, są ogromne. A to oznacza, że okradliśmy nasze dzieci z ich przyszłości.

Kategorie

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat