Przerost formy nad treścią?

Po długich miesiącach negocjacji między Komisją, europarlamentem oraz państwami członkowskimi Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ) jesienią będzie wreszcie gotowa do pracy. Pozostaje udowodnić, że będzie równie skuteczna, jak skomplikowane są jej struktury i jak wysoki jest koszt jej działalności.

Opublikowano w dniu 23 lipca 2010 o 14:30

Nowa służba dyplomatyczna Unii Europejskiej przystąpi do działania, gdy tylko skończy się lato. Jej utworzenie było rzeczą trudną, a decyzja zapadła dopiero po długich pertraktacjach między Komisją, Radą Europejską, parlamentem w Strasburgu i oczywiście Lady Ashton, brytyjską baronessą powołaną po ratyfikacji traktatu lizbońskiego na stanowisko wysokiego przedstawiciela ds. wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Jak zawsze, osią sporu jest zakres władzy, w którą wyposażone zostaną rozmaite organy Unii Europejskiej, a więc to, jak rozdzielone zostaną obowiązki pomiędzy Komisję a nową służbę, zwłaszcza w tak ważnym obszarze działań tej pierwszej, jakim jest pomoc rozwojowa i pomoc humanitarna. Jaki będzie zakres kontroli europarlamentu nad aktywnością wysokiego przedstawiciela i nowego korpusu dyplomatycznego? Jakie będzie jej miejsce w strukturze administracyjnej i komu będzie podlegać?

Integracja kontra suwerenność

W tle tej walki, którą każdy toczy w obronie swojej roli i własnych prerogatyw, zarysowują się również kwestie natury zasadniczej: Komisja jest organem ponadnarodowym, podobnie jak Parlament Europejski; w przeciwieństwie do tego Rada, na którą powołuje się lady Ashton, składa się z przedstawicieli suwerennych państw. Pośrednio mamy więc tu do czynienia z nową odsłoną długotrwałej europejskiej potyczki między zwolennikami integracji a obrońcami suwerenności narodowej.

Podjęta decyzja jest wynikiem dość zawiłego procesu i wielu kompromisów – polityczne aspekty działań zewnętrznych UE przypadają zasadniczo lady Ashton i jej dyplomacji, ale już instrumenty finansowe będą w rękach Komisji, tak więc ESDZ będzie odpowiedzialna jedynie za ich strategiczne planowanie, a i to za wyjątkiem tych dotyczących pomocy rozwojowej. A o wielkich strategicznych decyzjach wysoki przedstawiciel będzie należycie informować europarlament.

Newsletter w języku polskim

Nikt nie oczekiwał, że stworzenie europejskiego korpusu dyplomatycznego z prawdziwego zdarzenia i określenie jego roli odbędzie się w sposób płynny. Ale możliwe, że osiągnięty kompromis ostatecznie się sprawdzi. To prawda, że po zakończeniu całej operacji struktura nie będzie wcale skromna. Służba będzie liczyć od 6 do 7 tysięcy dyplomatów, z których nieco ponad połowa przyjdzie z instytucji wspólnotowych, a resztę wydeleguje 27 państw członkowskich.

Znaczna część z nich będzie pracować w Brukseli, a reszta w 136 przedstawicielstwach za granicą, mając do dyspozycji łączny budżet sięgający prawie 3 miliardów euro. Skoro Europa ma prowadzić wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, to naturalną tego konsekwencją jest utworzenie korpusu dyplomatycznego, który będzie ją promować i wspierać. Przez te miesiące, które upłynęły od chwili obsadzenia stanowiska wysokiego przedstawiciela, nominowana na nie lady Ashton poświęciła się niemal wyłącznie temu zadaniu.

Czy dyplomacja jest potrzebna w czasach kryzysu?

A jednak uprawnione jest pytanie, czy to naprawdę konieczne, aby akurat dziś, gdy w budżetach krajowych robi się drastyczne cięcia, konstruować w pilnym trybie tak skomplikowaną i kosztowną strukturę. W czasie, gdy opinia publiczna widzi, jakie wysiłki musi czynić dotknięta kryzysem Europa, aby pogodzić sprzeczne interesy narodowe. I to tylko dla uratowania tego, co już istnieje, a mianowicie euro i paktu stabilizacyjnego, co pozostawia niewiele miejsca dla nadziei na bliskie efekty uzgodnionej polityki zagranicznej.

W momencie, kiedy wszyscy widzą, że w doniosłych kwestiach, które musi rozwiązać Unia, takich jak polityka wobec Rosji, Turcji, a nawet Stanów Zjednoczonych, rozbieżności są dużo bardziej widoczne niż to, co łączy. W sumie, w tym okresie, gdy dalsze postępy w integracji wymagają bardziej niż kiedykolwiek wyczulenia na konkret i realia, można się zastanawiać, czy naprawdę trzeba koniecznie uruchamiać taki aparat, zanim jeszcze jego rola i funkcja zostały jasno określone.

Machina wspólnotowa doświadczała w przeszłości wypaczeń w postaci biurokratycznej gigantomanii, gdzie żądza prestiżu miesza się z narodowymi ambicjami – niektórzy już dziś obstawiają, kto zostanie nowym sekretarzem generalnym europejskiej dyplomacji, a będzie nim prawdopodobnie – uwaga, uwaga! – Francuz, ambasador Vimont, mający u swego boku Niemkę – i to też nie jest żaden przypadek.

A przecież byłoby błędem, gdyby pierwsze dziecko traktatu lizbońskiego, zamiast dawać nadzieję na wspólne działania zewnętrzne – konkretne, szybkie i skuteczne – zamieniło się w ociężały biurokratyczny twór będący owocem umów zawieranych pod stołem i pozbawiony własnej tożsamości.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat