Co przyniesie epoka po Kaddafim?

Choć cała europejska prasa przyjmuje z zadowoleniem upadek libijskiego reżimu oraz impuls, jaki przyniesie to dla „arabskiej wiosny”, to już wydaje się bardziej ostrożna w snuciu prognoz, co się w tym kraju będzie działo dalej. Ale jakkolwiek miałaby wyglądać przyszłość, to właśnie Europa ma tu decydującą rolę do odegrania.

Opublikowano w dniu 23 sierpnia 2011 o 17:15

Wybiła „godzina Libii”, stwierdza El País, w ocenie którego interwencja NATO była „dobrym wyborem”. Co nie znaczy, że nie wypadałoby się zastanowić nad zwłoką w podejmowaniu pierwszych decyzji i „zaskakującą improwizacją”, jaka towarzyszyła wdrażaniu operacji militarnej. Czas, który teraz nadchodzi, będzie stać pod znakiem „niepewności”, „nikt nie może sobie pozwolić na popełnianie błędów” – ani przywódcy rebeliantów, ani społeczność międzynarodowa, która „po kilku dziesięcioleciach złej polityki w regionie ma teraz szansę przyczynić się do postępu wolności”.

„Obalanie dyktatorów trwa krócej niż przywracanie normalności w krajach, które trzymali pod butem”, zauważa w Gazecie Wyborczej publicysta Jacek Pawlicki, w opinii którego „osądzenie dyktatora – jeśli do tego dojdzie – będzie tylko drobnym krokiem do celu – pokojowej, stabilnej, spójnej terytorialnie Libii, wiarygodnego eksportera ropy i ważnego ośrodka politycznego w Maghrebie”. Takiej przebudowy Libijczycy nie będą mogli dokonać z pomocą samych „tylko UE, USA czy NATO”, ocenia publicysta, by wyrazić pogląd, że uczestniczyć w niej będą musiały „też Chiny, Rosja, Turcja i inne państwa arabskie i afrykańskie”.

Bardziej sceptyczny okazuje się jego kolega z Rzeczpospolitej Marek Magierowski, gdy pisze: „Unia Europejska może podpowiedzieć Libijczykom, jak zorganizować wolne wybory, jak stworzyć normalny system partyjny, może ich wesprzeć finansowo, ale prędzej czy później doradcy wrócą do Brukseli, pieniądze się skończą, a Libia będzie musiała radzić sobie sama. To będzie bardzo bolesny proces. Podobnie jak w przypadku Afganistanu Libijczycy nie są jednolitym narodem, lecz konstelacją blisko 150 plemion mających własne interesy. (…) Demokratyczna, spokojna Libia to kusząca i miła perspektywa, lecz jeszcze bardzo odległa”.

Na łamach The Independenta bliskowschodni korespondent Robert Fisk zastanawia się, czy przyszłość Libii będzie się bardzo różnić od jej przeszłości. „Oczywiście”, stwierdza dziennikarz, można sobie wyobrażać ten kraj jako „bliskowschodnie supermocarstwo” i kraj „w mniejszym stopniu afrykański, a bardziej arabski”, który „będzie mógł zainfekować Algierię i Maroko swoimi wolnościami”. Tyle że również Libię, ciągnie dalej Fisk, długo „toczył rak typowy dla świata arabskiego: moralnej i finansowej korupcji”. Oto powód, dla którego powinno się bacznie obserwować jej nowych przywódców.

Zresztą według Fiska Libia nie będzie wcale ostatnim krajem doświadczającym skutków „arabskiej wiosny”. Następne na liście to Bahrajn, Arabia Saudyjska, Jordania, Jemen, a przede wszystkim Syria. No bo, jak pyta dziennikarz, „ile czasu jeszcze upłynie, zanim Europejczycy zaczną się zastanawiać, czy NATO, skoro okazało się tak skuteczne w Libii, nie mogłoby zostać użyte także przeciwko legionom Hafeza al-Asada w Syrii, przy wykorzystaniu Cypru jako lotniskowca?”

W ocenie Der Spiegela klęska Kaddafiego jest zarazem „Triumfem Sarkozy’ego” i „hańbą dla Merkel”. Tygodnik pisze: „rząd absolutnie nie chciał uczestniczyć w interwencji militarnej przeciwko dyktaturze”, a „teraz poznajemy wagę tej złej decyzji”. Los, jaki spotkał reżim Kaddafiego, jest „sukcesem Nicolasa Sarkozy’ego, Amerykanów i Brytyjczyków”, stwierdza ponadto stwierdza hamburski tygodnik, w ocenie którego „ucierpiała na tym wiarygodność Niemiec jako obrońcy praw człowieka oraz ich reputacja jako niezawodnego partnera”.

Według zaś Le Figaro libijska operacja jest „bezspornym sukcesem francuskiej dyplomacji”. Paryski dziennik z satysfakcją przyjmuje także europejski wymiar sukcesu tej operacji: „Fakt, że Paryż i Londyn po raz pierwszy zastąpiły Waszyngton w prowadzeniu natowskiej operacji, nie pozostanie bez konsekwencji dla przyszłości Sojuszu Atlantyckiego. Wbrew niemieckim oporom i dzięki francusko-brytyjskiej determinacji Europa jest naprawdę zdolna do działania w swym najbliższym otoczeniu”, cieszy się Le Figaro.

Na łamach Corriere della Sera komentator Antonio Ferrari zachęca Unię Europejską, aby „nie pozostawała jedynie widzem” wobec dokonujących się właśnie przemian: „to, co dzieje się w świecie arabskim, powinno szerzyć przekonanie, że istnieje możliwość przekształcenia ‘wiosennych rewolucji’ w prawdziwą szansę i do tego, by się tak stało, należy różne kraje zachęcać. Skorzystaliby na tym nasi najbliżsi sąsiedzi, a także my sami”.

Wraz z końcem rządów Kaddafiego kraje europejskie, które przyczyniły się do jego upadku, przepychają się, aby zająć uprzywilejowaną pozycję w kontaktach z nową władzą, wyjaśnia La Stampa: „konkurencja między kancelariami dyplomatycznymi jest tak ostra, że gdy Sarkozy ogłasza zamiar przyjęcia 24 sierpnia w Pałacu Elizejskim przewodniczącego tymczasowej Narodowej Rady Libijskiej (powstańczego rządu) Mustafy Abdela Dżalila, to Silvio Berlusconi pracuje już nad operacją „porozumienie rzymskie na rzecz Libii” planowaną w tym samym terminie albo nawet dzień wcześniej.

Współzawodnictwo między Paryżem a Rzymem, gdy idzie o relacje z nową Libią, jest widoczne także na polu handlowym, a zwłaszcza w kwestii dostępu do ropy naftowej, zauważa La Stampa, w opinii której „Francja i Włochy dążą do tego, aby zatankować do pełna libijskiej ropy. Rosja, Chiny i Brazylia”, których firmy naftowe były tam obecne, ale które sprzeciwiały się interwencji militarnej, „mogą zapłacić wysoką cenę”.

Kategorie

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!