„Jeśli chcesz wiedzieć, jak będzie wyglądać UE za pięć lat, to spójrz na dzisiejszą Belgię”, pisze były belgijski eurodeputowany Derk Jan Eppink w De Volkskrant.

Zarówno jedna, jak i druga są „wiecznym placem budowy, gdzie zmienia się dach, by ukryć problem z fundamentami” i zanotowały podobny wynik w wyborach z 25 maja (w Belgii równolegle z wyborami do PE odbyły się wówczas wybory powszechne). Obie nęka ta sama bolączka: przepaść między Północą a Południem.

Tworzenie belgijskiego rządu nigdy nie było łatwe (po wyborach z 2010 r. trwało 541 dni), ale tym razem wydaje się jeszcze trudniejsze: wyborcy we Flandrii oddali głosy na nacjonalistyczną partię N-VA, a w Walonii „pomaszerowali w lewo – rządząca Partia Socjalistyczna straciła wiele głosów na rzecz Partii Komunistycznej”. Eppink zastanawia się w związku z tym, czy utworzenie nowego federalnego rządu w ogóle będzie możliwe.

Wybory do Parlamentu Europejskiego wydają się podobne: „W Europie Śródziemnomorskiej wygrała lewica, a na Północy prawica”. Zdaniem Eppinka skomplikuje to obsadę najważniejszych stanowisk w Unii. „Unia jest coraz bliższa zwołania międzyrządowej konferencji w sprawie reform instytucjonalnych na modłę belgijską”.

Według byłego belgijskiego eurodeputowanego problemy Unii i Belgii tkwią w założeniach ich rozwoju społeczno-ekonomicznego. Obie muszą sobie radzić z powiększającymi się różnicami między Północą a Południem. „Północ uważa, że Południe powinno przyspieszyć reformy strukturalne, Południe sądzi z kolei, że Północ jest egoistyczna i antyspołeczna. To spowodowało trwającą od kilku dekad polaryzację wewnątrz Belgii, która teraz w coraz większym stopniu dotyka Unię”.

Europejscy i belgijscy politycy mogą schować się „przed złym światem zewnętrznym za swoimi liniami Maginota”, tak jak to robili, gdy partie nie dopuszczały do rządu federalnego nacjonalistów z N-VA. Takie jednak rozwiązanie przynosi efekt odwrotny do zamierzonego: Bart de Wever, przywódca N-VA został jednym z największych zwycięzców ostatnich wyborów. To samo wydarzyło się w wyborach do PE, w 2009 r. zaledwie co piąty eurodeputowany był eurosceptykiem, ale „ugrupowania głównego nurtu zignorowały krytykę”. Dziś co trzeci członek PE jest „krytyczny wobec Unii lub skrajnie antyunijny”.

Eppink zaleca więc, by Unia baczniej obserwowała Belgię –

Unia podąża tam, gdzie Belgia. Jeśli Europa dalej będzie iść śladem Belgii, nie unikniemy globalnych konsekwencji. Dlatego warto, by unijni politycy przyjrzeli się żałosnemu widowisku, jakim jest formowanie belgijskiego rządu.