Natura nie-ludzka

By móc poradzić sobie z nękającymi nasz świat problemami, takimi jak efekt cieplarniany czy kryzys gospodarczy, musimy zrezygnować z wykreowanej w warunkach gospodarki rynkowej definicji człowieka jako istoty chciwej, twierdzi pisarz i dziennikarz Jeremy Seabrook na łamach brytyjskiego Guardiana.

Opublikowano w dniu 24 września 2009 o 16:37

Purytanie i moraliści uważają czasami konsumeryzm, zwyczaj wypłacania premii finansowych, dążenie do zysku oraz głoszenie hasła „żyj teraz, zapłacisz później” za przejawy chciwości. Moralność epoki kapitalizmu sprawiła, że zarówno te, jak i wiele jeszcze innych ludzkich grzechów i występków, zmieniły oblicze. To, co niegdyś uchodziło za przywarę, przetopiono na ekonomiczną cnotę. Chciwość więc stała się ambicją, zazdrość manifestacją zdrowego ducha konkurencji, obżarstwo to nic innego jak przejaw naturalnego pragnienia, by posiadać więcej, niż się posiada, a rozwiązłość to wyraz najgłębszych ludzkich pożądań. Pokusom nie należy się opierać: naszym obowiązkiem jest poddawać się im w imię najwyższego z celów: „zaufania konsumentów”.

Wszystko to, co w epokach prymitywnych uważane było za coś negatywnego, w magiczny sposób przeistoczyło się w pełne blasku cnoty. Tym łatwiej przychodzi nam wierzyć, że są one wyrazem ludzkiej natury. Dzięki tej wierze możemy wreszcie bez umiaru spełniać swe wszelkie zachcianki i pozwolić sobie na chciwość. Moralność wzrostu ekonomicznego z jej własną wizją człowieka dokonała inwazji na naszą psychikę, wtargnęła do jej najgłębszych warstw, gdzie konstytuują się pojęcia dobra i zła. Sukces społeczeństwa przemysłowego opiera się na ponurej wizji „rzeczywistości”. „Nie można zmienić natury ludzkiej”, to najważniejsze twierdzenie, credo kapitalizmu; towarzyszy mu nieco smutne przyznanie, że jesteśmy „z przyrodzenia” samolubni, niejako nieuleczalnie „upadli”.

Niezdrowe pragnienie nieosiągalnego

Najważniejsze twierdzenie kapitalizmu zakłada niezmienność ludzkiej natury, a za tym iść musi przyzwolenie na bezlitosną dominację człowieka nad przyrodą, na jej przekształcanie według własnego widzimisię, a więc niszczenie. Sama przyroda jest nieskończenie elastyczna, daje się wykorzystywać i kształtować tak, by służyć wszelkim celom „ludzkości”. Splądrowane zostały całe kontynenty, lasy wycięte, bieg rzek zmieniony, ziemia przekopana, morza ograbione z ryb aż do całkowitego wytępienia; i tylko ludzka natura pozostaje tryumfująca i niepokonana.

Przekonanie, że przyroda należy do nas i możemy z nią zrobić, co nam się żywnie podoba, zaś cechy nam przypisane pozostają na jakiekolwiek przekształcenia odporne, to bezpośrednia przyczyna wielu ogólnoświatowych problemów – zmian klimatycznych, rosnących nierówności oraz zjawiska może mniej zauważanego, ale chyba nawet bardziej niebezpiecznego: wszechobecnego, niezdrowego dążenia do tego, by osiągnąć to, co nieosiągalne. Dziś wiadomo już, że ludzkie działania, mające na celu jak największy rozwój gospodarczy, doprowadziły do naruszenia równowagi w biosferze i są przyczyną globalnego ocieplenia. Nikt nie chce jednak – ze zrozumiałych względów – przyznać, jak ważną rolę w doprowadzeniu do tego smutnego stanu odegrało pojęcie niezmiennej ludzkiej natury.

Co zrobić z fikcyjnym pojęciem natury ludzkiej wykreowanym przez gospodarkę rynkową

Pogląd, że natura ludzka istotnie jest niezmienna, stanowi element pewnej holistycznej wizji świata. Próby poradzenia sobie z zagrożeniami, jakie niesie ze sobą globalizacja, powiodą się tylko wtedy, kiedy uda nam się zmienić panującą ideologię. Musimy zrezygnować z cynicznego fatalizmu, gdy mówimy, kim jest człowiek, ów fatalizm prowadzi do stagnacji i bezradności, a ta uniemożliwia nam skuteczną walkę z obecnym kryzysem.

Najpilniejsze stojące przed nami zadanie to uporanie się z postrzeganiem natury ludzkiej jako jedynego stałego punktu w świecie nieustannych zmian i wzrostu. To fikcja. Człowiek nie jest z przyrodzenia taki, jakim chcą go widzieć prorocy ideologii ekonomicznej. Nie można najpierw narzucić mu konkretnych zachowań, a następnie oznajmić, że konsekwencje tych zachowań wynikają z jego najgłębszej istoty. Jeśli nie stworzymy przestrzeni publicznej dla innych atrybutów człowieka, ta ponura wizja w sposób nieunikniony usunie w cień naszą szczodrość, altruizm, gotowość do poświęceń i dobroć. Wiemy, że mamy wszystkie te cechy, zostały one jedynie gdzieś uwięzione, są jak nieproszeni goście na ponurym bankiecie, gdzie rządzi ekonomia i gdzie niedojedzone resztki oddaje się na cele dobroczynne.

Jeżeli nadal w życiu społecznym promowane będą bezwzględność, egocentryzm i indywidualizm, ludzie będą je w sobie pielęgnować. A prawdziwe cnoty kultywować będziemy w tajemnicy, jedynie w życiu prywatnym, bo w ekonomicznej grze tylko przeszkadzają.

Przemysłowy świat, przemysłowi ludzie?

Być może istnieją inne metody zdobywania bogactwa i wychodzenia z biedy niż te, które znamy. Ale przeszkodą w ich realizacji jest panujące powszechnie niezłomne przekonanie, że gospodarka rynkowa – z jej pojęciem niezmiennej ludzkiej natury i przyzwoleniem na niszczenie przyrody – to wciąż jedyna ścieżka do spełnienia naszych najgłębszych marzeń i unikania największych koszmarów.

Wszyscy przyznają dziś, że destrukcja środowiska naturalnego musi się skończyć. Ale jeśli nie uświadomimy sobie, co jest przyczyną rabunkowej gospodarki, nasze szanse na przeżycie będą maleć z każdym dniem. Musimy sobie zadać kilka trudnych pytań. Jedno z ważniejszych brzmi: dlaczego przestaliśmy rozumieć, na czym polega uprzemysłowienie i pozwoliliśmy, by uprzemysłowiona została nasza własna natura?

G20

Rząd światowy w budowie

Szczyt G20, który zbiera się po raz trzeci w ciągu roku naznaczonego światowym kryzysem, uważany jest coraz częściej za „nową instytucję sprawującą władzę nad światem”, pisze w Le Figaro Nicolas Tenzer, przewodniczący grupy refleksyjnej I-défi-E [Inicjatywa na rzecz rozwoju francuskich ekspertyz na świecie i w Europie]. To prawda, że od chwili swego powstania przed 10 laty, G20 zastąpiwszy G7–G8, wydaje się najbardziej powołana do omawiania spraw gospodarczych w ich globalnym wymiarze. Ale „nie znaczy to jeszcze, że G20 jest instancją doskonałą i zdolną wszystko rozwiązać”, przypomina Nicolas Tenzer. To organ nieformalny, który nie uwzględnia w dostatecznym stopniu interesów krajów rozwijających się i nie zdoła doprowadzić „jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki” do zlikwidowania rywalizacji wśród swoich członków. Dopóki G20 nie będzie miała analogicznych struktur w działających międzynarodowych organizacjach finansowych (w MFW i Banku Światowym), będziemy świadkami „godnych szacunku zabiegów”, ale nie „rewolucji”.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat