Wiec opozycji w Mińsku, 19 grudnia 2010

Porzućmy Łukaszenkę, nie Białorusinów

Białoruski prezydent Aleksandr Łukaszenko szykuje się na czwartą kadencję po, jak się wydaje, kolejnych sfałszowanych wyborach. Niemniej jednak Zachód nie powinien odwracać się plecami do swego wschodniego sąsiada, przekonuje Rzeczpospolita.

Opublikowano w dniu 20 grudnia 2010 o 16:35
Wiec opozycji w Mińsku, 19 grudnia 2010

I znowu wybory na Białorusi stały się dla Zachodu problemem. Bicie przez milicję kontrkandydatów urzędującego prezydenta, pałowanie demonstrantów, zatrzymywanie opozycjonistów – to wszystko raczej nie pomaga podjąć decyzji o otwarciu się na łukaszenkowską Białoruś. Wygląda to jak powrót do ponurych czasów, gdy dzierżący stery władzy w tym państwie zwany był ostatnim dyktatorem Europy.

Na dodatek na ulicach Mińska podważane są rezultaty niedzielnych wyborów – opozycja podaje, że wynik Łukaszenki był dwa razy niższy niż ten, który wypadł z zamówionych przez władze sondaży exit polls. Jak więc zareagować na oficjalne rezultaty?

Czy przywrócić sankcje wobec białoruskich władz, znów zakazać dygnitarzom poruszania się po świecie zachodnim, odciąć Łukaszenkę od alpejskich stoków i wyjazdów do Berlusconiego? Łatwiej powiedzieć, jak zareagować na pobicie kandydata Uładzimira Nieklajeua – ostrą krytyką i oburzeniem.

Cały artykuł można przeczytać na stronie dziennika Rzeczpospolita.

Widziane z Moskwy

Dzięki Europie i Rosji

„Swoje najważniejsze zwycięstwo Aleksandr Łukaszenko wyszarpał w polityce zagranicznej”, stwierdza Gazeta.ru. „A przecież jeszcze trzy lub cztery miesiące temu trudno byłoby mu liczyć na tak wiele. Zachód żądał od niego liberalizacji polityki wewnętrznej, a Rosja podkopywała jego gospodarkę”. Ale „Białoruś, zamiast zostać zasypana groźbami, była obiektem intensywnych umizgów”, relacjonuje rosyjska gazeta internetowa. „Europejscy oficjele pojechali do Mińska z ofertą współpracy, a potem Rosja wznowiła dostawy ropy naftowej zwolnionej z cła w zamian za białoruską zgodę na stworzenie jednolitego obszaru gospodarczego. Ze strony europejskiej wspomniano o pomocy finansowej w wysokości 3 miliardów euro, a po stronie rosyjskiej koszt działań oszacowano na 2 miliardy dolarów rocznie”. „Łukaszenko zademonstrował, że jest w stanie pociągnąć swój kraj w stronę Europy, zmusił tym Kreml do znalezienia sposobów odzyskania swego ‘strategicznego sojusznika’”, zaznacza Gazeta.ru. „Sytuacja Europy jest znacznie prostsza. Ona bardziej potrzebuje procesu niż rezultatu, co można uzyskać z Łukaszenką stojącym na czele państwa i co zresztą już się dokonuje”.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!