Turecka droga do Europy

Pięć wieków tureckiej dominacji odcisnęło głębokie piętno na kulturze, obyczajach i kuchni krajów bałkańskich. Ich zachowania polityczne także mają wiele wspólnego z tym dziedzictwem. A to odzwierciedla się nawet w postawie tych państw wobec Unii Europejskiej i ma wpływ na tempo integracji.

Opublikowano w dniu 8 lutego 2010 o 16:58

Nasi uczeni niechętnie mówią o tym, co pozostawiła turecka historia we współczesnej tożsamości naszych narodów. Prawie we wszystkich krajach bałkańskich bagatelizuje się ślady obecności niegdysiejszego najeźdźcy, chociaż widać je na każdym kroku. Maria Todorova, autorka książki „Bałkany wyobrażone” (Wyd. Czarne, 2008) wetknęła kij w mrowisko ‒ oskarżyła historiografów i rozmaitych oficjalnych socjologów bałkańskich o to, że ukrywają prawdę o swojej tureckiej przeszłości i tym, co ona przyniosła, i traktują tę przeszłość z pogardą lub wręcz się jej wypierają [w Bułgarii, skąd pochodzi Todorova, oficjalna historiografia ma tylko jedno określenie: „tureckie jarzmo”]. Autorka posuwa się zresztą jeszcze dalej, oświadczając, że zamiast badać „tureckie dziedzictwo na Bałkanach” powinniśmy traktować „Bałkany jak tureckie dziedzictwo”. Świadczy o tym, jej zdaniem, choćby sama nazwa regionu: „balkan” oznacza po turecku górę porośniętą lasem.

Dziedzictwo, o którym mowa, jest widoczne na wszystkich poziomach życia społecznego. Przejawia się ono, między innymi, w poszukiwaniu rozwiązań wyłącznie pozainstytucjonalnych („pazarlik” – targowanie się). Innym jego przykładem jest brak rodzimych elit intelektualnych: we wszystkich rejonach imperium osmańskiego elity składały się głównie z inteligencji wykształconej za granicą i nic się pod tym względem nie zmieniło po uzyskaniu przez poszczególne narody niepodległości. Brak miejscowego mieszczaństwa i arystokracji oraz nieudana industrializacja epoki osmańskiej są jedną z przyczyn gospodarczej słabości krajów bałkańskich, mimo że każde z nich w minionym wieku rozwijało się inaczej.

Ślady po wiekach osmańskiej dominacji

Okres turecki pozostawił również mnóstwo śladów w naszych obyczajach i codziennych zachowaniach, od tych cech naszego kodu kulturowego trudno uciec. Nasz język naszpikowany jest słowami pochodzenia tureckiego, ale najbardziej osobliwa jest mowa ciała wszystkich „post-Osmanów”, z pewnością zaskakująca dla ludzi Zachodu. Niektóre niespodziewane gesty – splunięcie jako oznaka rozczarowania lub oburzenia (wzmocnione gromkim „yazik!” – „nieszczęście”) czy oparcie się na kolanie na potwierdzenie własnej powagi – są środkami wyrazu zrozumiałymi tylko dla mieszkańców Orientu. Inną dziedziną życia codziennego, w której nie brak tureckich wpływów, jest kuchnia: sarma ( faszerowane liście winogron lub kapusty), musaka, turlitava (warzywa smażone na oliwie) czy börek (pasztecik) są przede wszystkim specjałami wschodnimi. Pijemy kawę po turecku i wszyscy przepadamy za baklavami, tulumbami i bozą, wschodnimi słodkościami. Nie ma co wspominać kafeanie (kahvehan), instytucji, w której kształtuje się – i w mieście, i na wsi – opinia publiczna, jedynym w swoim rodzaju ni to barze, ni to restauracji, miejscu niemającym swojego odpowiednika w świecie zachodnim.

Gdy głębiej wejrzymy w siebie, dostrzeżemy kolejne przykłady: patriarchat, korupcja, uzależnienie wymiaru sprawiedliwości od polityków i osób wpływowych, załatwianie spraw „na czarno” i dobijanie targów to wszystko nieodłączne cechy kultury osmańskiej. Pięć i pół wieku tureckich rządów i, ogólniej mówiąc, tureckiej obecności wryło się głęboko w naszą świadomość. Dlatego właśnie nasze kraje z takim trudem (może trafniej będzie powiedzieć „tak inaczej od innych”) przechodzą do zachodniego modelu liberalnego. Dlatego również w czasach, gdy wszyscy używamy Internetu i uważamy angielski za swój drugi język, wciąż się spieramy o to, czy należy budować nowe kościoły i meczety.

Bułgaria/Turcja

Sofia i Ankara boczą się na siebie

Wizyta, jaką złożył w Turcji na początku lutego nowy premier Bułgarii Bojko Borisow, miała głównie na celu zdystansowanie się od polityki poprzedników – ocenia wielkonakładowy sofijski dziennik 24 Czasa. Centroprawicowy rząd Borisowa przejął w lipcu 2009 r władzę po trójstronnej koalicji z Partią Socjalistyczną na czele, w której silnie reprezentowana była DPS, partia mniejszości tureckiej. „Przesłanie skierowane przez Borisowa do Ankary brzmiało jasno: nie macie już co liczyć w dwustronnych stosunkach na DPS”, pisze dalej gazeta. Oznacza to w gruncie rzeczy ochłodzenie stosunków między dwoma krajami lub, co najmniej, ich redefinicję. Zresztą jedyne dokumenty podpisane w Ankarze dotyczą tranzytu paliw płynnych. Wiele drażliwych tematów pozostało w zawieszeniu, w tym między innymi sprawa wypłacania emerytur licznym Bułgarom pochodzenia muzułmańskiego, którzy uciekli przed komunistycznym reżimem do Turcji. Sofia uzależnia swoje poparcie dla kandydatury Turcji do Unii Europejskiej od rozwiązania licznych kwestii spornych, których historia sięga niekiedy końca XIX wieku.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat