Życie równie pogmatwane jak kryminał

Powieść o seryjnym mordercy w Atenach jest tak realistyczna, że autor, Petros Markaris, musiał ostrzegać przed naśladowaniem postępków jej bohatera… Powód? Opowiada o uchylającej się od podatków greckiej elicie i o tych, którzy za sprawą skorumpowanego systemu ucierpieli.

Opublikowano w dniu 16 maja 2012 o 10:22

Seryjny zabójca grasuje po bogatych przedmieściach stolicy, bardzo osobliwie dobierając sobie ofiary. Na jego liście znajdują się jedynie bogaci Grecy, którzy uchylali się przed płaceniem podatków, a ich martwe ciała znaleziono porzucone pośród ruin starożytnego miasta. Byli otruci cykutą, trucizną, którą zabito Sokratesa.

W Grecji dzieje się teraz niemało, także narasta fala przestępczości, ale ten bardzo specyficzny horror to w większości fikcja. Ta fikcja stanowi fabułę ostatniej bestsellerowej powieści Petrosa Markarisa, który połączył rolę pisarza powieści kryminalnych i społecznego komentatora sytuacji w Grecji do tego stopnia, że stał się jednym z najwyżej cenionym głosów doby kryzysu. Morderstwa opisane na kartach najnowszej książki Markarisa „I Pairaiosi”, czyli „Porozumienie”, jakoś nie kłócą z odczuciami czytelników wściekłych na elitę brzydzącą się zasilaniem fiskusa; za jej brak odpowiedzialności Grecja zapłaciła – rzucono ją na kolana.

Wielu czytelników, podobnie jak opowiadający całą historię powieściowy bohater – inspektor Costas Haritos, jest rozdartych między obrzydzeniem a skrywanym podziwem dla mordercy, który sam siebie nazywa „Narodowym Poborcą Podatkowym” i nie domaga się pieniędzy, by napchać własne kieszenie, lecz aby włożyć je do publicznej szkatuły. Tak duża była powszechna sympatia dla zabójcy, że Markaris uznał, iż dla ostrożności lepiej będzie umieścić na czwartej stronie okładki książki adnotację „Uwaga: Ta powieść nie jest do naśladowania”.

Prawdziwa historia o kryzysie

„Chciałem opowiedzieć prawdziwą historię o tym, jak kryzys się rozwinął i jak wpływa on na życie zwyczajnych ludzi”, powiedział Markaris w wywiadzie udzielonym w swoim ateńskim mieszkaniu. Powiedział również, że powieść kryminalna jest najlepszą formą społecznego i politycznego komentarza, tym bardziej że wiele rzeczy, które dzieją się obecnie w Grecji, ma podłoże kryminalne.

„W starożytnej grece tytuł, jaki nosi książka, miał swój sens i oznaczał koniec życia, rozliczenie się z życia”, mówi siedemdziesięciopięcioletni autor. „Ale dziś nabrał nowego sensu i oznacza metodę zwiększenie wpływów z podatków. W zamian za rozliczenie się z urzędem podatkowym, państwo daje amnestię ludziom, którzy ich dotąd nie płacili”.

Urodzony w Istambule, z greckich i armeńskich rodziców, Markaris osiadł w Atenach już po trzydziestce i nadal przygląda się wewnętrznym problemom oczami kogoś, kto jest na zewnątrz. „To jest system, który był budowany chaotycznie, z dnia na dzień, od początku wieku, ale przez ostatnie trzydzieści lat nabrał prędkości”, powiada.

System, o którym mówimy, powszechnie nazywany jest klientelizmem. Należy do niego grecka elita, właściciele statków, lekarze, prawnicy i słynni dziennikarze – finansujący dwie główne partie i otrzymujący w zamian za wkład finansowy świetne posady w administracji państwowej dla swoich synów i córek, a także dożywotnie wakacje podatkowe. Te nieuczciwe interesy były skrzętnie ukrywane na państwowych kontach bankowych, a następnie spektakularnie ujawniły się, kiedy kraj nie mógł już dłużej pożyczać na rynkach międzynarodowych, aby finansować swój styl życia.

System, który jest trupem

Kiedy ustępujący rząd podjął spóźnioną co prawda próbę podniesienia wpływów od ateńskich lekarzy, to okazało się, że większość z nich nic nie płaci, ponieważ ich dochody nie wykraczają poza tolerowany próg podatkowy, czyli 12 tys. euro, gdy tymczasem na co dzień poruszali się samochodami, których cena wielokrotnie przewyższa ich zarobki. W rozgrywce dobrych chęci między reformatorami w rządzie a elitą przegrali reformatorzy. Rząd upadł i wybory w ubiegłym tygodniu doprowadziły jedynie do sytuacji patowej i niepewnej perspektywy kolejnego głosowania.

Tymczasem najlepsze bary i restauracje Aten pękają w szwach wypełnione zamożną klientelą, podczas gdy robotnicy i klasa średnia zmagają się z biedą. Sam Markaris zajmuje skromne mieszkanie w bloku w centrum Aten, który kiedyś był w nieco lepszym stanie. Teraz gniew ludzi ujawnia się na ścianach – graffiti grożą imigrantom wydaleniem albo jeszcze czymś gorszym.

Obserwacje dotyczące rozwijającego się kryzysu wypełniają jego książki. „Porozumienie” otwiera cytat z wypowiedzi byłego prezydenta Konstantinosa Karamanlisa, opisujący Grecję jako „niekończący się dom wariatów”. W pierwszym rozdziale popełniają samobójstwo cztery staruszki, pozostawiwszy po sobie kartkę, że po obcięciu emerytur nie stać ich już dłużej na lekarstwa ani na wizyty u medyków i dlatego zdecydowały już nie być ciężarem dla społeczeństwa. Przez dwa ostatnie lata udokumentowano dwa podobne przypadki. Oficjalne statystyki mówią, że liczba samobójstw wzrosła o 22 proc., ale prawdopodobnie dane te są zaniżone. Pobożne prawosławne rodziny ze wstydu ukrywają często fakt czyjegoś targnięcia się na własne życie.

Szukując motywów działania samozwańczego „Państwowego Poborcy Podatkowego”, Haritos cynicznie spostrzega, że gdyby wszyscy oszuści podatkowi zostali zamordowani, populacja Grecji zostałaby zredukowana do zaledwie kilku „żywicieli rodziny, bezrobotnych i gospodyń domowych”.

„System, na którym opierał się kraj od upadku junty wojskowej jest już trupem”, twierdzi Markaris. „Środki oszczędnościowe zniszczyły scenę polityczną. Powstaje już tylko pytanie, czy Grecja jest w stanie przebrnąć przez środki oszczędnościowe i przeżyć oraz czy Europa przeżyje greckie bankructwo. Ja nie znam na to pytanie odpowiedzi”.

Kategorie

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat