A więc teraz Włosi są tymi złymi. Wcisnęli kilku libijskim uchodźcom po 500 euro w rękę i wysłali ich do Niemiec. Teraz grupka wygnańców bez dachu nad głową błąka się po ulicach Hamburga i daje w kość miejskim urzędnikom.

Gdzie mieliby zamieszkać? W namiotach? W przepełnionych noclegowniach? Kto za to zapłaci? I przede wszystkim – jak się ich szybko pozbyć? No bo senator [Hamburga] do spraw socjalnych, Detlef Scheele, już pospieszył z zapewnieniem, że „powrót uchodźców jest jedynym wyjściem” .

Kanapowi obserwatorzy

Powinniśmy być wdzięczni złym Włochom i biednym Libijczykom za to, co wydarzyło się w Hamburgu. Zderzenie z rzeczywistością wywołało szok, na jaki zasłużyliśmy. Niemiecka polityka dotycząca uchodźców, a raczej niemal całkowity brak takiej polityki, to przecież hańba.

Nie tylko Hamburg, ale całe Niemcy zbytnio troszczą się o własny komfort. Znajdujemy się tak przyjemnie daleko od klęsk humanitarnych rozgrywających się na świecie, tak uspokajająco wiele granic oddziela nas od miejsc, gdzie się rozgrywają, że tylko z gęsią skórką przyglądamy im się z oddali albo wręcz je ignorujemy.

Bliscy utonięcia północni Afrykańczycy na włoskich plażach, wygłodniali Afgańczycy na granicy między Grecją a Turcją, setki tysięcy, jeśli nie miliony uchodźców z pogrążonej w wojnie domowej Syrii w Turcji, Libanie i Jordanii – co za okrutny los! Najważniejsze jednak, że do nas nie dotrą.

Państwa nadmorskie miały pecha

Już od dziesięcioleci Niemcy i inne kraje geograficznego centrum Europy okopują się za tak zwaną regulacją dotyczącą państw trzecich. Jest to twór, któremu właściwie nie da się niczego zarzucić, lecz moralnie jest on niegodziwy i perfidny.

Kto jako uchodźca trafia do bezpiecznego państwa trzeciego – czyli dowolnego kraju należącego do Unii Europejskiej i wielu jej sąsiadów – nie może ruszać dalej. Niemcy nie mają obowiązku przyjmować od takich osób wniosków o azyl, gdyż nic im już nie grozi.

W praktyce prowadzi to do tego, że kraje, które przypadkowo mają pecha, bo leżą w sąsiedztwie obszarów ogarniętych wojną lub położone są nad morzem, które zrozpaczeni uciekinierzy próbują przebyć, same muszą rozwiązać problem.

Nie taki świetny kraj

Libijczycy i wszyscy inni trafiają przy tym do Włoch nie dlatego, że uważają je za świetny kraj. Tam po prostu najłatwiej jest dotrzeć. Z tego względu cała Europa musi zatroszczyć się o dostających się tam uchodźców.

Dokumenty unijne zakładają sprawiedliwy podział obowiązków, ale w rzeczywistości większości państw chodzi o zrzucanie ciężaru na innych. Europejska polityka w zakresie uchodźców jest zdradą europejskich ideałów.

Nie ma w niej śladu po wspólnej odpowiedzialności i humanistycznej misji. Urzędy w Brukseli z agencją ochrony granic Frontex na czele pracują przede wszystkich nad tym, by jeszcze dalej wypierać uchodźców, by jeszcze bardziej na zewnątrz przesuwać granice europejskiej twierdzy.

Funduje się budowę ogrodzeń na granicach i centrów deportacyjnych w Turcji i w ten sposób problem przestaje istnieć, jeszcze zanim dotknie właściwych państw członkowskich.

Decyzjna wyliczanka

Co czyni Europa i co czynią Niemcy w obliczu trudnej do opisania niedoli uciekinierów z Syrii? Pozostają bezczynne. Minister spraw wewnętrznych Hans-Peter Friedrich półtora roku zwlekał, żeby w ogóle Syryjczyków przyjąć.

Dopiero po upartych protestach pełnomocnika rządu federalnego do spraw praw człowieka Friedrich raczył wpuścić do kraju 5000 uciekinierów – ale najwcześniej w czerwcu, wyłącznie sieroty i tych, którzy mają krewnych w Niemczech, i najlepiej tylko chrześcijan. Wybrana na podstawie tej wyliczanki garstka szczęściarzy trafi do obozów dla syryjskich uchodźców. Reszcie się nie uda.

Makabryczny, zawstydzający błąd

Oczywiście zaproszenie do Hamburga uchodźców z całego świata nie byłoby dobrym rozwiązaniem. Istnieje jednak wyjście pomiędzy całkowitym otwarciem granic a obecną izolacją.

Regulacja dotycząca państw trzecich odwołuje się do tak zwanego niemieckiego kompromisu w sprawie azylu z 1992 r., który do dziś spotyka się z krytyką obrońców praw człowieka. Równocześnie z toczącymi się negocjacjami w Niemczech płonęły domy ubiegających się o azyl.

Obcokrajowcy umierali z powodu niemieckiej ksenofobii, a politycy izolowali kraj przed uchodźcami. Do dziś pozostaje to makabrycznym, zawstydzającym błędem. Najwyższy czas, by go naprawić.