Lekarstwo, które nas zabije

Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgodziły się wpmowpować w cypryjski sektor bankowy dziesięć miliardów euro. Tyle że w zamian rząd musi opodatkować depozyty bankowe swoich obywateli. Takie warunki zaszokowały mieszkańców maleńkiej wyspy. Dziennik Cyprus Mail oskarżył rządzących o zdradę ich interesów.

Opublikowano w dniu 18 marca 2013 o 15:25

O tym rozwiązaniu mówiło się już od ponad miesiąca. Można było o nim przeczytać w komunikatach komisji. Otwarcie napomykali o nim europejscy politycy, z których niewielu wykluczało podobną umowę.
Ale jakoś mało kto spodziewał się, że państwa strefy euro naprawdę zdecydują się na takie posunięcie. Przez cały czas była to po prostu pogróżka, która zmusić miała rząd do sprzedania udziałów w spółkach o kapitale mieszanym oraz do podwyższenia podatku korporacyjnego. A przynajmniej tak się wszystkim wydawało.

W końcu tuż po zaprzysiężeniu prezydent Anastasiades bardzo zdecydowanie podkreślał, że nie będzie nawet tolerował wzmianek o podobnych rozwiązaniach. „Ta kwestia nie podlega nawet dyskusji”, zapewniał. W podobne tony uderzał szef ministerstwa finansów Michalis Sarris. I dodawał, że taki krok ze strony Unii byłby po prostu szaleństwem, które zagrażałoby stabilności wspólnej waluty.

Efekt szantażu

A jednak. Berlin i inni liderzy eurogrupy opowiedzieli się za owym „szaleństwem”. Ocenili, że znaczenie Cypru jest na tyle małe, że taki ruch nie wywoła ogólnoeuropejskiej zarazy.
Pomysł obłożenia oszczędności Cypryjczyków niemal siedmio- i dziesięcioprocentowym podatkiem (w zależności od tego, czy przekraczają one sumę stu tysięcy euro) może jednak wywołać negatywną reakcję rynków. Nawet jeśli nie stanie się to w poniedziałek, możliwe, że efekty wydarzeń na Cyprze odczujemy za kilka tygodni, gdyby okazało się, że również oszczędności w innych europejskich bankach nie są zabezpieczone przed atakiem ze strony eurogrupy.

Z oficjalnych oświadczeń prezydenta Anastasiadesa wydaje się jasno wynikać, że nie miał wyboru. Do zgodzenia się na taki „podatek solidarnościowy” został zmuszony szantażem. Gdyby powiedział „nie”, Europejski Bank Centralny odmówiłby po prostu przedłużenia pomocy tutejszym bankom (EBC miał im pomagać do stycznia, ale zgodził się to robić jeszcze przez dwa miesiące po upływie tego terminu). W efekcie upadłyby one właściwie tego samego dnia, a ludzie straciliby nieporównywalnie więcej pieniędzy.

Wybór mniejszego zła

Pytanie, czy Anastasiades miał jakikolwiek wybór? Trudno powiedzieć, bo presja, by obie strony doszły w piątek do jakiegoś porozumienia, była ogromna. Wygląda na to, że tak naprawdę państwa strefy euro podjęły decyzję już dawno. Stąd wybór terminu negocjacji.
Piątkowa noc nadawała się doskonale, bo banki w kraju zostaną otwarte dopiero we wtorek, gdy skończy się długi weekend. Oznaczało to, że rząd będzie miał aż trzy dni na przygotowanie szczegółów akcji.
Jeden z posłów cypryjskiego parlamentu zastanawiał się w sobotę, czy przypadkiem nie byłoby lepiej, gdyby oba mające problemy z utrzymaniem płynności banki po prostu padły.
Tyle że system bankowy to system naczyń połączonych. Problemy momentalnie rozlałyby się na pozostałe placówki. Prezydent Anastasiades w ten właśnie sposób tłumaczyć będzie, dlaczego zgodził się na układ z eurogrupą. Przekonywać będzie, że jedyną alternatywą byłaby następująca reakcja łańcuchowa: upadek banków, bankructwo kraju i opuszczenie strefy euro.
W tym sensie prezydent opowiedział się za mniejszym złem, choć wątpliwe jest, by ktokolwiek go za to pochwalił. W gruncie rzeczy unijny „plan ratunkowy” zamiast ratować naszą gospodarkę, zniszczy to, co z niej jeszcze zostało.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat