Teatry na kryzysowej fali

Pośród burzy kryzysu gospodarczego coś się jednak uratowało. To niemieckie teatry, które niesione surowymi wichrami hossy i bessy wpływają w nowy sezon.

Opublikowano w dniu 27 sierpnia 2009 o 16:46

Po raz kolejny przed innymi zawinęła do portu Elfriede Jelinek. Jej sztuka Die Kontrakte des Kaufmanns (Kontrakty biznesmena), której premiera odbyła się w kwietniu w Schauspiel w Kolonii, była pierwszą produkcją teatralną bezpośrednio odnoszącą się do kryzysu na rynkach finansowych.

„Giełda się załamała: ojej, ojej, ojej!”, woła chór bankierów w cynicznej melorecytacji – i wygląda na to, że to zawodzenie będzie rozbrzmiewało przez cały nadchodzący sezon. Rzut oka na afisz pozwala stwierdzić, że kryzys uderzył w niemiecki teatr – i to boleśnie. Tym razem, dla odmiany, nie jest to ten kryzys z jakiegoś powodu gnębiący teatr od zawsze – wszak to Heiner Müller powiedział kiedyś „teatr to kryzys” – ale kiepski stan światowej gospodarki, który nakazuje jakąś reakcję, przynajmniej retoryczną.

Dramat zawsze zajmował się ludzkimi przywarami, to pewne, ale szczególne okoliczności wymagają szczególnych środków zaradczych, nawet tutaj na scenie. Banki zbankrutowały, gospodarka leży i kwiczy? Tym lepiej ‒ sztuki o kapitalizmie i jego zapaści kwitną na deskach niemieckich teatrów. A sam teatr znowu jest ważny. Może wydawać sądy – ba, staje się instancją moralną.

A kiedy kapitalizm wpada w tarapaty tak poważne, jak obecne, szansę dostaje znowu stary dobry Bertolt Brecht. Opera za trzy grosze? Nic tam nie ma nowego. Chociaż, czy kwestia: „Czymże jest włamywacz wobec akcji banku? Czymże napad na bank wobec jego założenia?”, nie jest warta uwagi? Ten klasyczny wers tak czy owak wydaje się odporny na kryzys.

Jeszcze bardziej godny uwagi jest fakt, iż „plebejskie sztuki” węgierskiego dramaturga Ödöna von Horvàtha, przede wszystkim Kazimierz i Karolina, opisujące szkody społeczne powodowane przez świat opanowany żądzą pieniądza, przeżywają dzisiaj renesans popularności. Najszlachetniejsze zadanie teatru pozostaje niezmienione: pokazywać prawdę o świecie poprzez historie jednostek.

Tak więc na afiszu w tym sezonie znajdziemy adaptację „I cóż dalej, szary człowieku?” Hansa Fallady (np. teatry w Akwizgranie i Kassel) oraz burżuazyjnego odpowiednika tej sztuki, Buddenbrooków Tomasza Manna w adaptacji Johna von Düffela. „Efekt Buddenbrooków”, często przywoływany w kontekście kryzysu finansowego, dotknął również niemiecki teatr.

Czytając rozważania o kryzysie, które niemal wszyscy dyrektorzy scen czują się w obowiązku snuć w przedmowach do tegorocznego programu (a w każdym razie cytować Petera Sloterdijka), nie można oprzeć się wrażeniu, że teatr najwyraźniej uważa się dzisiaj za ważny i potężny: oto ktoś, kto zarabia na kryzysie! Zdaje się krzyczeć: „A nie mówiłem?”. Czyż od stuleci nie potępia i nie wyszydza ludzkiej żądzy pieniądza? Czy nie nadszedł wreszcie czas, byśmy jako widzowie oddali teatrowi hołd i pomyśleli o tym, co się „naprawdę liczy”? Już w zeszłym sezonie Freiburg Theater reklamował swoje spektakle hasłem „Twoje pieniądze są z nami bezpieczne”. Zaś w nowym programie monachijskiej Kammerspiele główna dramaturg Julia Lochte stwierdza, że sztuki są dzisiaj najpewniejszą walutą.

Niemiecki teatr rzeczywiście chwycił więc wiatr w żagle dzięki kryzysowi, chociaż nikt nie wie, jaki jest kurs – i czy przed dziobem nie czyha finansowy maelstrom. Rewolta? Rewolucja? Kompletna klapa? Wers Brechta „So wie es ist, bleibt es nicht” („Tak dalej być nie może”) nabiera dzisiaj nowej mocy , pisze Achim Thorwald, dyrektor Stuttgart Theater. Towarzysz Brecht chciał jednak zmieniać system i społeczeństwo za pomocą teatru, a dzisiaj głównym celem jest wykorzystać sytuację i, w najlepszym razie, przeprowadzić konstruktywną krytykę.

Większość teatrów wie w każdym razie, jak zarabiać na kryzysie. „Pieniądze”, „władza” i „chciwość” to słowa-klucze na dzisiejszej scenie. W Düsseldorfie we wrześniu zaprezentowany zostanie Pieniądz Emila Zoli w adaptacji holenderskiego dramaturga Johna von Düffela. Jest to opowieść o chciwym spekulancie nazwiskiem Saccard, który osiąga sukces dzięki machinacjom finansowym i zyskuje dostęp do paryskiej socjety. Potem jednak traci wszystko, jak to się zwykle dzieje.

W spektaklu będącym wspólną produkcją Zurich Schauspiel i berlińskiego HAU(Theater Hebbel am Ufer) dramaturg Stefan Kaegi z Rimini Protokoll Group bada świat szarańczy. Tysiące tych społecznych istot umieszczone zostaną w terrarium na scenie, gdzie widzowie będą mogli obserwować je za pomocą kamer i lornetek. Towarzyszyć temu będzie specjalistyczny komentarz i muzyka. Od szarańczy możemy się wiele nauczyć, chociaż te nienasycone owady niszczą środowisko, w którym żyją, uważa się je za jedno z największych osiągnięć ewolucji.

Kategorie

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat