Bez względu na to, co wyniknie z obecnego kryzysu parlamentarnego, można już wysunąć trzy wnioski. Zawiódł mechanizm transmisyjny interesów obywateli w politycznym procesie decyzyjnym, jaki miały zapewnić partie. Ale nie mamy żadnego pomysłu, czym je zastąpić.

Prezydent Zeman, pierwszy wyłoniony w powszechnych i bezpośrednich wyborach, jest czynnikiem „putinizacji” czeskiej polityki, wpisującej się w szerszy trend w postkomunistycznych krajach Europy Środkowej. Integracja europejska jest obecnie bodaj jedyną gwarancją liberalizacji czeskiego społeczeństwa i całej Europy Środkowej.

Znajdujemy się obecnie w sytuacji, w której można jedynie występować w obronie czołowych partii politycznych, choć akurat nie zasługują one na ten zaszczyt. Od dawna zawodzą – nie są zdolne do odcięcia się od kręgów przestępczych, ich fachowość zaś jest niemal równa zeru. Partie nie są w stanie wypracować żadnej strategii.

„Bardzo smutna” sytuacja

Najbardziej uderzającym przykładem była elekcja szefa państwa. Pomimo ostrzeżeń wysuwanych przez niemal całe środowisko politologów i konstytucjonalistów, partie nie słuchały przekonujących argumentów przestrzegających przed wprowadzeniem bezpośredniego głosowania w wyborach prezydenckich. Obecna sytuacja jest więc bardzo smutna. Jak się wydaje, większość ludzi z zadowoleniem komentuje paraliż głównych ugrupowań politycznych.

Ale niezdolność partii do skutecznej obrony demokracji parlamentarnej jest przede wszystkim konsekwencją zupełnego braku szacunku dla politycznych oponentów. W dojrzałych demokracjach gwarancją takiego szacunku jest posłuszeństwo wobec reguł konstytucyjnych, jak również rozwinięte poczucie pluralizmu interesów i opinii. Są to dwie cechy, których brakuje zarówno partiom politycznym, jak i większości społeczeństwa.

Te pierwsze prowadzą politykę oportunistyczną, klientelistyczną i ściśle ukierunkowaną na marketing, w której nie ma już w ogóle miejsca na wysuwanie krytycznych argumentów, czy obronę prawdziwych zasad i interesów politycznych. Obrona parlamentaryzmu w ich wykonaniu jest dziś mało wiarygodna, gdyż zdecydowały się na to dopiero w momencie, gdy stało się to kwestią przetrwania, a wcześniej przez dwadzieścia lat w ogóle ich to nie interesowało.

Wydarzeniem bez precedensu było to, że prezydent Miloš Zeman postanowił zbojkotować parlament, [powołując rząd technokratów kierowany przez jego byłego doradcę Jiříego Rusnoka]. A przecież parlament był przekonany, że wciąż ma zdolność do działania. Gdy się widzi, w jaki sposób Zeman posługuje się Konstytucją ([pod tym względem były prezydent Czech] Václav Klaus otworzył mu drogę), to wydaje się, że traktuje on ją bardziej jako narzędzie swojej władzy, niż jako ograniczenie swoich prerogatyw. A przecież Konstytucja ma być przede wszystkim narzędziem ograniczania władz (checks and balances*) i zakłada, że organy konstytucyjne są komplementarne, kontrolują się nawzajem i przede wszystkim wzajemnie siebie szanują.

UE to historyczna szansa

Obecna sytuacja bardzo przypomina kryzys partii politycznych, który ujawnił się w czasach I Republiki [w okresie międzywojennym]. Punktem wyjścia tego kryzysu były odrzucenie pluralizmu przez partie i skłonność do autorytaryzmu. Zniszczenia wojenne i wielka pomoc udzielona przez towarzyszy moskiewskich przyspieszyły upadek demokracji. Demokratyzacja w okresie międzywojnia nie przyniosła dostatecznej liberalizacji, mogącej skutecznie zahamować ten powojenny regres.

Obecny kryzys jest w pewnym sensie ilustracją niekompetencji czeskiego społeczeństwa w zakresie rządzenia się w sposób demokratyczny. Dzięki integracji europejskiej długotrwały kryzys systemu partyjnego, który prezydent wykorzystuje w sposób nieprzyzwoity, aby wzmocnić swoją władzę, niekoniecznie musi pociągnąć za sobą odwrót od demokracji. To jest historyczna szansa.

Los demokracji w Czechach jest dziś ściśle powiązany z sukcesem integracji europejskiej i demokratyzacji całej Europy. Gdyby nie istniała UE, proces zupełnej „oligarchizacji” gospodarki i „putinizacji” czeskiej polityki byłby już pewnie zakończony. UE jest dziś wielkim obrońcą nielicznych wysepek „pozytywnie odbiegającej od normy” kultury liberalnej.

Można tylko mieć nadzieję, że kolejne ćwierćwiecze przyniesie wystarczającą europeizację polityki oraz gospodarki i umożliwi ugruntowanie w naszym kraju efektywnego systemu, opartego na poszanowaniu demokratycznego sposobu sprawowania rządów i prymacie prawa.