Wszechświat równoległy

Reporter BBC Brian Wheeler uzyskał dostęp do ekskluzywnych kuluarów Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. O tym, co tam przeżył i zobaczył, można przeczytać na jego blogu. Witajcie w surrealistycznym świecie eurodemokracji.

Opublikowano w dniu 24 maja 2009 o 11:48

„Dołączcie do mnie, gdy, popijając dobrego szampana, jadam obiady w najdroższych restauracjach Alzacji, wyruszam na bezsensowne «rekonesanse» do egzotycznych krajów i podróżuję pierwszą klasą – a wszystko to, oczywiście, na wasz koszt

Dla Brytyjczyków Europa i jej parlament są często przedmiotem najbardziej absurdalnych spekulacji. Brian Wheeler, reporter parlamentarny BBC, pojechał do Strasburga, by przekonać się, jak działa europejska demokracja. Blog tam napisany skierowany jest do kogoś, kto zapewne nie zna nawet nazwiska europosła, na którego będzie głosował 4 czerwca (Brytyjczycy tradycyjnie głosują w czwartek). Wheeler szukał odpowiedzi na trzy pytania: Kim są ci ludzie? Czym się zajmują przez cały dzień? A przede wszystkim, ile zarabiają i skąd się biorą ich astronomiczne diety, dzięki którym stać ich na mieszkanie w hotelach, jadanie w ekskluzywnych restauracjach oraz popijanie najlepszego szampana?

Pokonuje Kanał La Manche i niczym bohater Merde! Rok w Paryżu Stephena Clarke’a odkrywa ze zdumieniem, że „tam” wszystko wygląda inaczej. Przyzwyczajony do głośnych debat w Izbie Gmin, gdzie laburzyści i torysi przekrzykują się nawzajem, z zaskoczeniem przygląda się procedowaniu blisko ośmiuset europosłów. W minutowych przemówieniach są oni w stanie poruszać tematy tak od siebie odległe jak kryzys w Gazie, rakotwórczość pestycydów i złe traktowanie węgierskich tłumaczy, i to w pełnej szacunku ciszy. „W Strasburgu wszystko obraca się wokół słowa ‚kompromis’ – pisze Wheeler – które w Westminsterze jest nieledwie obelgą”.

Wheeler, sam dość eurosceptyczny, spotyka się z brytyjskimi europosłami – najpierw z torysami i laburzystami, a potem z Zielonymi i walijskimi nacjonalistami z Plaid Cymru, którzy, z „powodów niezbyt jasnych dla kogoś z zewnątrz”, zasiadają wspólnie we frakcji Wolny Sojusz Europejski. Wszyscy oni narzekają, że comiesięczne ciągnięcie całego biura, łącznie z sekretarką i przepracowanymi tłumaczami, z Brukseli do Strasburga i z powrotem jest niezmiernie uciążliwe. I chociaż, co dla autora nie jest zaskoczeniem („jestem przekonany, że wszyscy oni będą zachowywać się nieskazitelnie. […] Nie spodziewam się żadnych wielkich skandali”), unikają bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, o ich niemożliwie wysokie diety (blisko 300 euro dziennie), zgadzają się, że obecnych trudnych czasach reforma systemu może być konieczna.

Są dumni ze swojej pracy i podkreślają, że większość ustaw uchwalanych przez parlamenty narodowe została najpierw zaaprobowana tutaj, w Strasburgu. Gdy przychodzi dzień głosowania, Wheeler jest zdumiony tempem, w jakim w nazwy kolejnych poprawek wyświetlane są na elektronicznej tablicy niczym w „gigantycznym bingo”. „To polityczny teatr”, wzdycha jakiś torys. Prawdziwą władzę dzierżą tutaj, stwierdza nasz korespondent, zainstalowani w Brukseli „sprawozdawcy”. Dla członków UKIP, eurofobicznej partii, która w ostatnich wyborach zdobyła dziewięć miejsc w europarlamencie, głosowanie to zwyczajna farsa. Mają oni jednak, co Wheeler stwierdza z pewną ulgą, wyczucie spektaklu godne Monty Pythona. Oda do radości Beethovena rozbrzmiała 1 stycznia tego roku podczas obchodów dziesiątej rocznicy wprowadzenia euro pół godziny wcześniej, niż planowano, ku wielkiemu rozczarowaniu kochających monarchię brytyjskich nacjonalistów, którzy planowali odśpiewać najpierw kilka zwrotek hymnu na cześć arystokracji, to jest… Marsylianki.

W zetknięciu z tym „równoległym wszechświatem” i jego futurystyczną siedzibą człowiek ma wrażenie, jakby „przebywał na planie filmu science-fiction z lat sześćdziesiątych”, pisze na koniec, żegnając się ze Strasburgiem, oszołomiony bloger. W szklanym labiryncie Parlamentu Europejskiego dostrzega metaforę europejskiego projektu: „widać wszystko, ale wieki mijają, zanim człowiek zorientuje się, o co w tym chodzi”. Mimo to po dziesięciu dniach niemalże myli się i nazywa Odę do radości hymnem narodowym… Boże chroń Unię…?

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat