Unia szuka wiarygodnej polityki imigracyjnej

Niedawna śmierć 73 erytrejskich azylantów na Morzu Śródziemnym pokazuje znaczenie nowej europejskiej polityki imigracyjnej. Stojąc na czele Unii Europejskiej Szwecja musi wkrótce zaproponować kroki zmierzające do ujednolicenia prawa do azylu w krajach członkowskich.

Opublikowano w dniu 26 sierpnia 2009 o 15:17
 | Porto Empedocle (Włochy), kwiecień 2009: afrykański imigrant zatrzymany przez dwóch włoskich policjantów po wyłowieniu z morza u brzegów Sycylii. (AFP)

Do Europy zmierzają uchodźcy, zwłaszcza szlakiem przez Morze Śródziemne, jest ich coraz więcej. Wciąż nie ma wiarygodnej wspólnotowej polityki, która uregulowałaby tę sytuację. Szwecja to kraj tradycyjnie gościnny, jej mieszkańcy są z tego dumni. Zostało jej jeszcze cztery miesiące przewodniczenia Unii, aby odnieść sukces tam, gdzie wielu innych zawiodło. Ludzki dramat, który wyraźnie unaoczniło niedawne utonięcie kilkudziesięciu nielegalnych erytrejskich imigrantów u wybrzeży włoskiej wyspy Lampedusa, zderza się z z polityczną rzeczywistością. Kryzys gospodarczy, wzrost bezrobocia i zwrot na prawo europejskich społeczeństw, to wszystko nie sprzyja ani otwartości, ani spokojnej debacie na temat imigracji.

Sztokholm i francuski komisarz UE ds. sprawiedliwości Jacques Barrot postanowili jednak coś zaproponować. Już od września sprawa ma ruszyć z miejsca. Chodzi o przemieszczenie do pozostałych części Unii – i to za zgodą każdej ze stolic – części imigrantów o nieuregulowanym statusie, osiadłych na południu Włoch, w Grecji, Hiszpanii, na Cyprze i Malcie. Jak dotąd tylko Francja uchyliła drzwi.

Zdaniem szwedzkiej prezydencji trzeba także stworzyć „skuteczniejszą” i harmonijną politykę azylową, a więc ujednolicić wewnętrzne normy prawne – dzisiaj są one wysoce niedostateczne i gwarantują minimalna ochronę – krajów europejskich. W tej kwestii, co wydaje się logiczne, trzeba pójść śladem rozwiązań, jakie daje strefa wolnego ruchu obywateli wprowadzona przez układ z Schengen. W ubiegłym roku jakieś 70 tysięcy nielegalnych imigrantów przebyło Morze Śródziemne w nadziei, że sforsują wrota UE

Północ i Południe

Na razie w obozach na Południu dzieją się rzeczy dość odrażające, a Północ nie zgadza się, aby „dzielić to brzemię”. To tworzy kiepski wizerunek Europy, zwłaszcza gdy się pamięta, jakie morały prawi ta sama Europa na temat Guantanamo. Wysoki komisarz Narodów Zjednoczonych ds. uchodźców zażądał w poniedziałek natychmiastowego zamknięcia ośrodka na greckiej wyspie Lesbos, gdzie tłoczą się mężczyźni, kobiety i dzieci. Takie same warunki panują w Pagani, w ośrodku pozbawionym dostępu do bieżącej wody, gdzie na stu przetrzymywanych przypada tylko jeden sanitariat. Gdzie indziej, we Włoszech, na Cyprze czy Malcie, nie jest lepiej. Organizacje pozarządowe nie szczędzą słów krytyki. „Ludzi nie można dalej tak traktować!”, podkreśla wysoki rangą unijny urzędnik.

Śródziemnomorskim krajom UE, stojącym na pierwszej linii w obliczu napływu boat people z Afryki czy z Bliskiego Wschodu, nie pozostaje nic innego, jak piętnować brak solidarności ze strony reszty Kontynentu. „Słyszymy piękne słówka, ale Europa wciąż nie powiedziała, co robić, gdy fala imigrantów rozbija się o nasze wybrzeża”, powtarza Franco Frattini, szef włoskiej dyplomacji i poprzednik Jacquesa Barrot w Brukseli. Sfrustrowany Rzym naraża się na międzynarodowe potępienie, kiedy bez dodatkowych formalności odsyła imigrantów o nieuregulowanym statusie na drugi brzeg Morza Śródziemnego. Włochy są pierwszym punktem docelowym dla blisko połowy tych ludzi.

Już same europejskie zapisy prawne podtrzymują napływ imigrantów o nieuregulowanym statusie i utrwalają pożałowania godne podziały wśród Europejczyków. Aby ubiegać się o status uchodźcy, trzeba fizycznie znaleźć się w UE. Aby tego dokonać, trzeba mieć wizę, a wizy się tym ludziom najczęściej odmawia. Pozostaje więc przyjazd „po kryjomu”. Oto przyczyna, dla której na morskich wybrzeżach UE pojawiają się nieoczekiwani goście. A gdy się już pojawią, to prawo do azylu mogą uzyskać jedynie w kraju, który dał im ochronę. W rezultacie imigranci, nawet ci legalni, pozostają stłoczeni na Południu. Dla nich europejska jurysdykcja i sama Europa są labiryntem nie do przebycia.

PAKT O IMIGRACJI

Zmarnowany dziesięciomiesięczny wysiłek

„16 października ubiegłego roku Rada Europejska przyjęła ‘Pakt o imigracji i azylu’ i 27 przywódców ogłosiło nową i wielką wspólną strategię. Dzięki solidarności europejskich stolic i współpracy z krajami trzecimi obiecywano rozwiązać w jak najkrótszym terminie problemy nielegalnych imigrantów i uchodźców. Otóż nie. W ciągu dziesięciu miesięcy jego przeciwnicy wzięli górę i nic nie zrobiono”, pisze na swoim blogu Marco Zatterin. Dziennikarz La Stampy oskarża szczególnie Niemcy, Holandię, Austrię, kraje bałtyckie i państwa z Europy Wschodniej: „to właśnie oni spowalniają projekt. Nie uznają go za priorytetowy, nie chcą płacić i nie martwi ich fakt, że garstka państw samotnie pilnuje południowej granicy. ‘Komisja pracuje, a niektóre rządy tylko się przyglądają’ – stwierdza źródło w Brukseli. Nie ma koordynacji, a przydział środków na wspólne inicjatywy – 1,8 miliarda euro – nie jest spójny z podjętymi działaniami”.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat